Lifestyle

Ile czasu nam zostało, tego nie wie nikt. 25 rzeczy, które powinieneś zacząć dla siebie robić, już dziś, zanim będzie za późno

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 grudnia 2016
Fot. iStock/Everste
 

Dni, miesiące, lata mijają, a my żyjemy „z dnia na dzień”, bez głębszej refleksji, często niezadowoleni, nieszczęśliwi, zawiedzeni tym, jak potoczyło się to nasze życie. Ciągle jeszcze trudno nam zrozumieć, że to, jak żyjemy, to w jakim punkcie się znajdujemy jest konsekwencją naszych własnych wyborów, działań albo braku tych wyborów i działań. Najwyższa pora coś zmienić.

25 rzeczy, które powinieneś zacząć dla siebie robić, już dziś:

Zacznij spędzać czas z właściwymi ludźmi

Są w twoim życiu takie osoby, które cię szczerze lubią, cenią lub kochają bezwarunkowo. To z ich pozytywnych emocji czerpiesz dobrą energię.

Zacznij stawiać czoła problemom

To nie twoje problemy cię określają, ale sposób w jaki na nie reagujesz. Nie znikną, jeśli udasz, że ich nie ma.

Zacznij być uczciwym wobec siebie samego

Szczerze mów o tym, co jest w porządku, ale również o tym, co należy zmienić. Bądź szczery kiedy zastanawiasz się nad tym, co chcesz osiągnąć i kim chcesz się stać. Bądź szczery w każdym aspekcie swojego życia, zawsze, bo tak naprawdę jesteś jedyną osobą, na którą możesz zawsze liczyć.

Zacznij postrzegać własne szczęście jako priorytet

Twoje potrzeby mają znaczenie. Jeśli nie jesteś sam dla siebie ważny, inni również nie będą się o ciebie troszczyć. Pamiętaj, możesz dbać o własne potrzeby, jednocześnie dbając o najbliższych.

Zacznij być sobą, i bądź z tego dumny

Nie szukaj się w oczach innych ludzi, nie staraj się być jak oni. Bądź sobą. Tylko tak możesz żyć na własnych warunkach, zgodnie z własnym sumieniem

Zacznij zauważać to, co dzieje się wokół ciebie, żyj teraźniejszością

Tu i teraz jest jedyną gwarancją, którą otrzymasz w życiu. Tu i teraz JEST życie. Do przeszłości już nie wrócisz, a przyszłości nie przewidzisz z taką dokładnością, jak byś chciał.

Zacznij wyciągać lekcje z twoich błędów

Błędy są dla nas zbawienne, jeśli ich nie popełniamy, nie możemy się rozwijać, stawać się lepszymi.

Zacznij być dla siebie dobry

Sposób, w jaki traktujesz siebie samego przekłada się na to, jak traktują cię inni. Doceniaj się za te wszystkie wspaniałe rzeczy, które już o sobie wiesz.

Zacznij cieszyć się rzeczy, które już masz

Problemem wielu z nas jest to, że uważamy, że będziemy szczęśliwi, kiedy osiągniemy pewien „poziom” w życiu. Dlatego właśnie nie potrafimy odczuwać radości z prostych gestów, zwykłych, codziennych spraw, czyjegoś uśmiechu.

Zacznij tworzyć własne szczęście

Jeśli ciągle czekasz na kogoś innego, aby cię uszczęśliwił, przegrasz. Bądź tą zmianą, którą chcesz dostrzec w świecie i w innych. Bądź zadowolony z tego, kim jesteś teraz, patrz na szczęście w kategoriach możliwości, a nie magicznego zrządzenia losu.

Zacznij być kreatywny, daj swoim marzeniom szansę

Nigdy nie będziesz w 100% pewien, że zrealizujesz swoje cele. Ale jeśli nie zaczniesz działać, nigdy się o tym nie przekonasz. Albo się uda, albo się czegoś nauczysz.

Zacznij wierzyć, że jesteś gotowy, żeby zrobić następny krok

Masz wszystko, czego potrzebujesz, żeby iść stale do przodu, rozwijać się, zmieniać swoje życie na lepsze.

Zacznij poznawać ludzi, którzy wniosą coś wartościowego do twojego życia

Stanie się tak wtedy, kiedy będziesz wchodzić w relacje z innymi ludźmi, z właściwych powodów. Wybieraj na swoich przyjaciół tych, których podziwiasz, którzy potrafią kochać i szanować innych. Tych, którzy odwzajemnią twoją dobroć i zaangażowanie.

Zacznij dawać nowym znajomościom szansę, nie trzymaj się kurczowo starych, negatywnych

Ludzie i ich priorytety zmieniają się.

Zacznij konkurować z wcześniejszą wersją siebie

Pozwól innym, by cię inspirowali, doceniaj ich, ucz się od nich, ale pamiętaj, ze rywalizując z nimi, jedynie tracisz czas. Jedyną konkurencją dla ciebie jesteś ty sam.

Zacznij cieszyć się cudzych sukcesów

Doceniając wysiłek, energię i umiejętności innych, możesz się wiele nauczyć.

Zacznij dostrzegać wartość w trudnych momentach, które czasem nadchodzą w twoim życiu

Kiedy jest źle, weź kilka głębokich oddechów i szukaj nadziei. Przypomnij sobie, że masz w sobie dość siły, by przewalczyć te słabsze chwile. I, że wszystko co nam się przydarza, ma jakiś sens.

Zacznij wybaczać – sobie i innym

Każdy z nas został kiedyś zraniony, każdy z nas podjął niewłaściwą decyzję. I choć ból tych doświadczeń jest czymś normalnym, zdarza się, że trwa zbyt długo. Przebaczenie jest lekarstwem. To nie znaczy, że masz całkiem wymazać przeszłość, albo zapomnieć o tym, co się stało. To znaczy, że potrafisz odpuścić, pozbyć się żalu i bólu i żyć dalej, wolny

Zacznij pomagać innym

Dbaj o ludzi. Miłość i dobro rodzi miłość i dobro.

Zacznij zauważać swoje wewnętrzne granice

Zwolnij. Oddychaj. Daj sobie przyzwolenie aby się na chwilę zatrzymać, rozejrzeć, odpocząć. Nawet krótkie przerwy pomogą Ci odzyskać zdrowie psychiczne i zastanowić się nad swoimi ostatnimi działaniami.

Zacznij zauważać piękno „małych chwil”

Zamiast czekać aż wydarzą się „wielkie rzeczy” – małżeństwo, dzieci, duży awans, wygrana na loterii – odnajduj szczęście w małych rzeczach, które dzieją się na co dzień. Takich jak „spokojna” kawa o poranku.

Zacznij akceptować niedoskonałość

Czasami lepiej zaakceptować i docenić świat takim, jaki jest, i ludzi takimi, jakimi są, a nie „równać” do  niemożliwego ideału. Nie, nie powinieneś zgadzać się na „przeciętność”, ale naucz się kochać i doceniać rzeczy, gdy są one mniej niż doskonałe.

Zacznij otwierać się na innych

Jeśli to boli, daj sobie niezbędną przestrzeń i czas. aby zranić, ale jest otwarta na ten temat. Powiedz swoim bliskim prawdę o tym, jak się czujesz, co czujesz.

Zacznij brać pełną odpowiedzialność za własne życie

Jesteś jedyną osobą, która ma realny wpływ na swoje życie. Nie, to nie zawsze jest łatwe. Każdy z nas napotka na swojej drodze wiele przeszkód. Trzeba nauczyć się z nimi sobie radzić.

Zacznij koncentrować się na rzeczach, które jesteś w stanie kontrolować

Marnujesz swój czas, talent i energię emocjonalną na rzeczy, które są poza twoim zasięgiem. Zainwestuj  energię na rzeczy, które można kontrolować, i działać na nich teraz.


Źródło: 

 

 


Lifestyle

Nie rzeczy są ważne, ale to, że choć obcy, ale jednak drugi człowiek o tobie pomyśli…

Anika Zadylak
Anika Zadylak
10 grudnia 2016
Fot. iStock/tatyana_tomsickova
 

– Była Wigilia, kiedy musiałam zabrać mojego rocznego synka i wynosić się z domu jak najszybciej. Pamiętam i chyba już nigdy tego nie zapomnę. Stałam w przykrótkim płaszczu i tuliłam do siebie Kamilka, nie miałam dokąd iść. Zewsząd dobiegały odgłosy kolęd i radosne głosy normalnych rodzin. A ja po prostu wiedziałam, że albo wtedy albo już nigdy. Że jeśli dłużej tam zostanę, to już nie zdołam nas uchronić przed pijanym mężem, przed bolesnymi razami. I gdy wszyscy łamali się opłatkiem wypatrując pierwszej gwiazdki, ja wtulałam w siebie ciałko mojego syna, żeby nie czuł chłodu. I myślałam, że nasz wigilijny cud się nie wydarzył.

Kasia, choć ma 27 lat, wygląda jak nastolatka. Kamilek biega po pokoju, pokazuje zabawki. Dom Samotnej Matki stał się dla nich jedynym azylem. – Ludzie marzą o nowszych samochodach, o wakacjach na ciepłych plażach. A o czym marzy na gwiazdkę, ktoś taki jak ja? O tym, żebyśmy już nigdy nie musieli uciekać. I buty by mi się przydały. Nie nowe, mogą być używane, żeby tylko całe były, bo moje stare już i dziurawe. Całą najważniejszą resztę przecież mam. Popatrz na moje dziecko, jest ze mną, a ja przy nim. Czy może być coś ważniejszego?

Jagoda ma 11 lat, jest w domu dziecka od ponad dwóch. – Ja nie marzę o nowej mamie. Po co mi, skoro mam swoją, tę co zawsze. Napisałam list do Mikołaja, żeby pomógł jej wyzdrowieć. Bo mamę często bolała głowa i wtedy piła wino, bo mówiła, że jej przechodzi. Nie była zła, nie krzyczała na mnie i braciszka, ale spała długo i byliśmy głodni. Albo wychodziła i długo jej nie było. Bałam się wtedy, że ktoś zrobił jej krzywdę. I bałagan był w domu, dlatego szybko nauczyłam się sprzątać, bo przychodziły takie panie i myślałam, że nas przez to zabiorą. Mama mówiła, że tej pani nie wolno nic mówić i myśmy nie pisnęli słówkiem, ale i tak po nas przyszli. I teraz czekam, aż mama zdrowa mnie zabierze. I razem znajdziemy mojego braciszka, bo jacyś inni ludzie go zabrali. I pisałam dlatego Mikołajowi, żeby mu przyniósł ciepłe piżamki, bo on zawsze bardzo marzł, chociaż go przykrywałam kocem. A  dla siebie to bym właśnie taki kocyk chciała miękki, żeby dać bratu, jak już wszyscy razem do domu wrócimy. Żeby wiedział, że nigdy o nim nie zapomniałam.

– A ja bym chciał taki wózek, dla Marka mojego kolegi. Bo on ze mną w pokoju mieszka. I miał wypadek i przestał chodzić. Mateusz, który ma 12 lat jest wyraźnie zmartwiony. – On ma swój, ale taki już stary i brzydki. I jak jedzie to mu się zacina. I tak sobie pomyślałem, że może jakby dostał nowszy model, to przestałby mówić takie straszne rzeczy. Bo moi rodzice umarli, a babcia nie miała sił mnie wychowywać i sąd się nie zgodził. Mieszkam tu i wcale nie jest najgorzej, mam przyjaciół i pan wychowawca jest miły. Jest mi często smutno, ale przecież to niczyja wina. Dobrze, że są takie miejsca, gdzie dzieci takie jak ja, mogą być. Potem dorosnę, to pójdę do pracy, będę miał swoje mieszkanie i rodzice będą ze mnie dumni. Bo wierzę, że patrzą na mnie z nieba, że gdzieś tam są.  No a Marek mówi, że mama go zostawiła dlatego, że się rozchorował. A przecież, to nie może być prawda. Bo takie chore dziecko kocha się jeszcze bardziej, żeby mu przykro nie było. Bo i tak już jest mu z tym źle. Mieszkała tu taka Asia, też była chora, nie miała włosów. I Mikołaj jej przyniósł nowe.  I ona się tak cieszyła. I mama do niej przychodziła, tylko nie mogła jej od razu zabrać, bo nie miała pracy. Ale chyba potem znalazła, bo Asia nagle się wyprowadziła w nocy, a mama jej rzeczy zabrała. Ja to nie wiem, co bym chciał dla siebie. Piłkę do nogi, bo ta tutaj już bardzo stara. A gdyby Marek wózek dostał a ja tę piłkę, to może ci jego rodzice by przyszli na mecz. Bo Marek na bramce jest świetny, powinni to zobaczyć.

– My gonimy nie wiadomo za czym, zapożyczamy się na drogie prezenty. A są takie miejsca jak Dom Dziecka albo Samotnej Matki, gdzie cieszy każdy drobiazg. Basia jest samotną mamą, która nie poradziła sobie po śmierci męża i stracie pracy. – Mi się wydaje, że jak coś tam z zewnątrz do tych dzieciaków przychodzi, jakieś zabawki czy nowy szalik to one wierzą, że ktoś o nich pamięta. Że nie są tak całkiem same, że może nawet dla kogoś ważne. Ja myślę, że to tak bardzo potrzebne, ten zwykły gest, który dla nas jest czasem wszystkim. To głupie może, ale w ubiegłym roku taka starsza pani sobie nas wybrała, mnie i moje dwie córeczki. I dostaliśmy, mnóstwo pięknych ubrań. I dziewczynki zabawki i używanego laptopa. I siedziałyśmy tak we dwie i ona ta kobieta płakała, bo ja bardzo dziękowałam. Nie za te wszystkie rzeczy, ale za to, że nie była obojętna, że w ogóle pomyślała o tym miejscu. I o nas, bo to przecież obcy człowiek dla nas jest. Przecież nie będę ukrywała, że wymarzonym prezentem byłoby własne lokum. Nawet takie małe, do remontu. Ja już tyle w życiu przeszłam, że chyba nie ma rzeczy, której nie potrafię. Sama bym odmalowała i urządziła, jakby praca była. A moje dziewczynki są mądre, nie potrzebują wygód, bo wiedzą, że inne rzeczy są w życiu ważniejsze. Ale wierzę, że jak nie w tę, to może w kolejną gwiazdkę te klucze dostaniemy. I przestanę myśleć, że zawaliłam, że je zawiodłam. Chociaż ta starsza zawsze powtarza, że dom jest tam, gdzie możemy być razem. Że dom, to ja.

– A ja bym chciała lalkę, ale taką miękką, żebym mogła ją przytulać. I byłabym jej mamą, a ona moją córką i dbałabym o nią. I nigdy bym jej nie zostawiła, żeby się nie bała, tak  jak ja czasem. Ania od 4 tego roku życia jest w domu dziecka. Mieszka tam już pięć lat, i przestała już czekać, aż ktoś po nią przyjedzie. – Tata kiedyś przyjeżdżał, ale nie miał pieniążków. Ja się na niego nie gniewam, jak będę duża to zarobię i będę go zabierać do swojego domu. Bo będę miała dom, przecież każdy ma. Ja też teraz mam, tylko taki jakby wspólny. I jak jest tu Wigilia, to ja nigdy nie płaczę, bo nie ma powodu. Jest ciepło i jest choinka.  A są dzieci, które muszą mieszkać tam, gdzie jest wojna. Pani nam czytała. I do tej lalki jeszcze bym nowe rękawiczki chciała, takie z palcami bo mam tylko takie z jednym. To dla małych dzieci są, a ja już jestem duża przecież.

Wigilia to czas rodziny, bliskości i pamięci. To czas, kiedy największą radością, jest szczęście bliskich. Ale nie każdy ich ma, nie każdy ma gdzie wrócić i z kim usiąść przy stole. A czasem przecież, tak niewiele trzeba. Bo wystarczy mała maskotka, ciepła czapka i „dorosłe” rękawiczki, żeby w ten najważniejszy dzień w roku, nikt nie był sam.

 


Lifestyle

Mam żal do siebie, za to czego nie zrobiłam. Mam żal do męża, że już mnie nie kocha. A ty? Dlaczego dźwigasz swój żal?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 grudnia 2016
Fot. iStock/PixelEmbargo

Do kogo dziś czujesz żal? Pierwsza myśl jaka przychodzi ci do głowy? To żal do męża, że znowu dziś nie wysłał SMS-a w ciągu dnia? A może żal do znajomej, że nie odebrała ci dzieci, choć ty jej zawsze pomagasz? Żal do szefa, że nie docenił twojego wysiłku?

Kiedy myślę o żalu, mam wrażenie, że towarzyszy nam każdego dnia. Składa się z drobnych elementów. Z głośno przełykanej śliny, guli w gardle, która nas dławi, kiedy próbujemy zapanować nad łzami z poczucia niesprawiedliwości, z myśli o byciu niedocenianą, z wyrzutów sumienia, że może jakbym się bardziej postarała…

Ale żal sięga często dużo głębiej i dalej. Jeśli pozwolimy mu się z nami zaprzyjaźnić, będzie, jak wierny druh, wyciągać po nas rękę.

– Mam żal do mamy, że tak mnie wychowała – usłyszałam kiedyś od znajomej. Tak długo swoją mamę obwiniała o wszystkie swoje niepowodzenia, o brak asertywności, o nieumiejętność stawiania siebie na pierwszym miejscu i życia w poczuciu winy, gdy próbowała odciąć się od tej toksycznej dla niej relacji.

– Mam żal do niego, że tak mnie potraktował – mówiła przyjaciółka nieustannie analizując swój ostatni związek, rozkładając po setki razy tę (nie)miłość na czynniki pierwsze. – Nie umiem być blisko, bo przez niego się boję, to przez niego nie potrafię zbudować niczego na stałe – powtarzała.

– Mam żal do męża… On mnie nie zauważa – powiedziała koleżanka, u której kryzys w związku przybiera zatrważające rozmiary… Ona ma żal o wiele rzeczy – nie tylko o to, że nie zauważa, ale że nie rozmawia, nie dba o siebie, nie dostrzega jej starań, że mu się już nie chce jej kochać, a ona nie wie, czy nadal chce kochać jego.

– Mam żal do siebie – usłyszałam też. – Żal, że czegoś nie zrobiłam, nie powiedziałam, że czekałam zbyt długo, że pozwoliłam odejść szczęściu, a może zbyt o nie zabiegałam.

Pielęgnujemy ten żal. Pozwalamy mu determinować nasze życie. Co nam daje? Jakie mamy z niego korzyści, że tak bardzo nie chcemy go puścić. Może jest dla nas doskonałym usprawiedliwieniem? Może sprytną wymówką? Ograniczeniem, którego nie chcemy zwalczyć?

Opowiem wam historię, którą usłyszałam kiedyś od znajomej psycholog, kiedy rozmawiałyśmy na temat żalu. Pewnie kilka szczegółów niechcący zmienię, ale nie o szczegóły tu chodzi.

Dawno temu wędrowało dwóch mnichów. Mędrzec i uczeń. Szli przez wiele dni i nocy, a podczas wędrówki mędrzec nauczał młodszego mnicha. Pewnego dnia doszli nad rzekę, okazało się, że kilka dni wcześniej silne opady i wiatr zniszczyły jedyny most, który dawał możliwość przeprawienia się na drugi brzeg. Młodszy mnich zaczął lamentować, ale starszy poradził, by znaleźli miejsce na tyle płytkie, które pozwoli im przedostać się na drugą stronę rzeki. Kiedy znaleźli bezpieczny do przeprawienia się bród, usłyszeli głos. Wołała ich kobieta, Cyganka prosząc o pomoc, musiała dotrzeć do swojej wsi znajdującej się po przeciwnym brzegu. Starszy mnich poradził, by przeszła rzekę razem z nimi, że miejsce, w którym oni będą się przeprawiać jest bezpieczne.

Kobieta jednak zaczęła lamentować, że sobie nie poradzi, że boi się wody i nie wejdzie do rzeki. Młodszy mnich był zgorszony zachowaniem mędrca, gdyż ich religia zabraniała im jakiegokolwiek kontaktu z kobietami, a tymczasem jego nauczyciel rozmawiał z jedną z nich. Co więcej, zaproponował, że weźmie ją na plecy i przeniesie przez rzekę. Tak też uczynił. Bezpiecznie przeniósł Cygankę na drugą stronę rzeki, a ta była mu ogromie wdzięczna za pomoc.

Młodszy mnich nie krył oburzenia, kiedy tylko rozstali się z Cyganką, czynił mędrcowi wyrzuty: jak on mógł, dlaczego to zrobił, dlaczego na to pozwolił, dlaczego dopuścił do takiej sytuacji. Nauczyciel milczał, więc mnich dyskutował na głos sam ze sobą próbując zrozumieć zachowanie mnicha, dając upust swojej złości, zgorszeniu i rozczarowaniu. Po kilku godzinach starzec zatrzymał się, spojrzał na swojego ucznia i powiedział: – Zobacz, ja tę Cygankę zostawiłem nad rzeką 10 kilometrów temu, więc dlaczego ty ciągle niesiesz ją na swoich plecach?

A ty? Dlaczego niesiesz swój żal, żal po tym, czego już nie ma? Co już było, zdarzyło się? Może czas zdjąć z pleców swój własny ciężar złożony z żalów? Albo odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego go dźwigasz?

 

 


Zobacz także

10 zaskakujących sygnałów odwodnienia

Po pięciu latach związkowa sielanka się kończy! Naukowcy nie mają wątpliwości

6 nieoczywistych oznak lęku przed bliskością, które utrudniają nawiązanie głębokiej relacji

состав женской виагры

www.steroid-pharm.com/tamoxifen.html

www.medicaments-24.com