Lifestyle Związek

A może chrzanić te wszystkie dobre rady i po prostu się zakochać? 5 rzeczy, które sprawiają, że miłość, której się nie spodziewasz jest tą wyjątkową!

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
25 czerwca 2017
Akcja "Miłość to spotkania"
Fot. iStock / AzmanL
 

Czekasz na rycerza w lśniącej zbroi? A gdyby podjechał do ciebie książę idealny inaczej – na swojej szkapie i w zardzewiałej zbroi, za to z z TYM błyskiem w oku? Hę?

Dzisiaj zamiast analizować wszystkie dobre rady światy, porady dla randkujących i przewodniki kołczujące zbłąkane w związkach dusze – pomyśl o tym, jak cudownie byłoby się tak po prostu, zwyczajnie zakochać. Dostać znów obuchem w głowę i nie wiedzieć wiele więcej niż to, że miłość najlepiej smakuje podana z zaskoczenia!

5 rzeczy, które sprawiają, że miłość, której się nie spodziewasz jest tą wyjątkową!

Co sprawia, że są miłości wyjątkowe, które wspominasz przez całe życie, nawet gdy były tylko spotkaniami na chwilę? Pewnie odpowiesz, że To wszystko. Magia chwili, wyjątkowość osoby, którą spotkałaś, miejsce… Ale te najdłużej wspominane miłości mają najczęściej jedną, wspólną cechę.

Nikt ich nie planował, nikt nie szukał, nikt się nie spodziewał. – Nie teraz! Jak to, przecież… – krzyczała twoja głowa, ba! może nawet próbowałaś uciekać przed tą burzą, która za tobą pędziła.

1. Emocje

Tych nie da się zastąpić, podrobić, udać, że są niepotrzebne. Czasem irracjonalne, czasem te, których się boimy. Tak, bo zakochania, które spada jak grom z jasnego nieba boimy się ogromnie. Chcemy uciec, bo oto stało się coś, co całkowicie pozbawiło nas pozornej kontroli. „Jak to tak, nie chcę o niej/nim myśleć, ale nie mogę przestać” – znacie to?

Olbrzymi kocioł pełen intensywnych emocji – tych dobrych i tych nieoczywistych. Taka właśnie jest miłość niespodziewana.

2. Chwila

Wcale nie trzeba być szczęściarzem, który trafi tę „odpowiednią” chwilę. To właśnie szczerość i spontaniczność naszego miłosnego spotkania sprawia, że zwyczajne „teraz” staje się chwilą magiczną i niezapomnianą. I to chyba najpiękniejsze odzwierciedlenie prawdziwej miłości, bo nasze życie składa się z milionów takich, małych, zwykłych chwil.

Dlaczego niektóre z nich pamiętamy tak doskonale, dlaczego w niektórych momentach na początku związku widzimy więcej? Być może dlatego, że nic nie rozprasza wtedy naszej uwagi, wszystko jest nowe i dzięki temu na swój sposób niezwykłe.

Z pierwszych randek i z setek porannych, wspólnych kaw w trwałych związkach. Zakochujmy się w sobie ciągle na nowo, dostrzegajmy tę magię, krótką chwilę, która trwa teraz.

3. „Romantyzm”?

Oczywiście! Na szczęście, gdy płoną serca pojęcie romantyzmu mocno się rozluźnia. W niespodziewanej miłości, tej, której jeszcze nie próbujemy ociosać od linijki, by doskonale pasowała do naszego ułożonego już nieco życia, wszystko może być romantyczne.

Romantyzm oznacza wtedy wyjątkowość, a gdzie ją dostrzeżemy? Wszędzie, jeśli tylko zechcemy patrzeć.

4. Zwyczajność

Ta która ma zupełnie inne znaczenie niż rutyna zabijająca wiele związków. Zwyczajny spacer, zwyczajny telefon i to zwyczajne, wręcz oczywiste zainteresowanie ukochanym. Ta, którą dopieszcza mała niepewność jutra, „co zdarzy się?”, „ciekawe, czy…”.

5. Nadzieja

Pamiętacie te momenty, gdy szczerze wierzyliście w dobre intencje swojego partnera? Nie było między wami żadnej frustracji, wzajemnych oskarżeń czy oschłości? Bez zmęczenia materiału.

Ta nadzieja na piękną miłość jest najbardziej energetycznym paliwem świata. Szukajcie jej w swoich związkach, a jeśli na miłość czekacie, pozwólcie sobie na nią. Miejcie nadzieję na miłość z happy endem.

Zakochajcie się jak nigdy! Zakochajcie się na nowo w tych, którzy co wieczór gaszą światło przy waszym łóżku, a rano wyłączają budzik. Trochę staromodnie, jak na pierwszych randkach. Jak w dobrej romantycznej komedii.


Lifestyle Związek

Brzydkie grzeszki, które niszczą wielkie miłości. 5 wzorców niezdrowych relacji

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
26 czerwca 2017
Fot. iStock / CoffeeAndMilk
 

Jak to możliwe, że wielka, ognista miłość kończy na bruku? Zwyczajnie, całkiem niespektakularnie, powoli i po cichu. Bo miłość umiera najszybciej, gdy zapada cisza…

Chciałoby się rzec, że nie ma na świecie nic  bardziej „ludzkiego”. 5 grzechów zabija nasze związki dzień  po  dniu. Jesteście ciekawi, jak grzeszymy? Powielamy (często nieświadomie) 5 wzorców zachowań w naszych relacjach z drugim człowiekiem.

Brzydkie grzeszki, które niszczą wielkie miłości

1. Zbyt duża wzajemna zależność partnerów

Każdą relację trzeba pielęgnować. Zbyt duża wzajemna zależność, wbrew pozorom, wcale nie ułatwia pracy nad związkiem. Partnerzy porosty stają od siebie zależni do tego stopnia, że jakiekolwiek zachowania dążenia do samodzielności czy odrębności, niepostrzeżenie mogą zostać odebrane, jak zamach na związek. Partnerzy zatracają umiejętność dbania o swoje potrzeby i spędzania czasu bez udziały swojej drugiej połówki. W codzienności okazuje się to częstym punktem zapalnym.

Według dr Berit Brogaard najłatwiej rozpoznać tego demona, gdy zaczyna nam przeszkadzać, że partner spędza czas bez nas lub gdy nie bierzemy pod uwagę planów drugiej osoby.

2. Zbyt duża niezależność w związku

Bo związek, jak sama nazwa wskazuje w pewnym sensie wiąże. Związuje ze sobą życie, cele dwóch osób. Całkowita niezależność nie pozwala związkowi funkcjonować. Bo jeśli każde z nas żyje oddzielnie, wedle własnych przekonań, zasad, rytmu – gdzie tu miejsce na „razem”? Nie można w relacji z drugim człowiekiem, szczególnej tak bliskiej, ustalić granic „od 16 – 18-tej w piątki i niedziele…”.

Każdy wypielęgnowany związek szczyci się zachowaniem równowagi pomiędzy my i ja, ale „MY” musi mieć przestrzeń, by zaistnieć.

Nie wszystkie obszary waszego życia „muszą” być ze sobą splecione i sklejone na zawsze, ale jeśli związek na życie bardziej przypomina przypadkowe spotkanie w windzie, coś jest nie tak…

3. Niechęć do poświęceń czy kompromisów

Nie ma związków bez poświęceń. Po prostu nie ma! I wcale nie chodzi tu o spektakularne rzucanie swojego dotychczasowe życia, znajomości czy marzeń. Związek to kompromisy, te wszystkie, które dzieją się w zwykłych sprawach. Są jednak osoby tak bardzo autorytatywne, że nie są w stanie funkcjonować w uczciwej wobec partnera relacji. Będąc w związku z taka osobą, można czasem odnieść wrażenie, że nie istnieje jeszcze „temat”, w którym partner byłby skłonny do ustępstwa.

Najmocniej przejawia się to w sprawach błahych, pozornie nieistotnych. No przecież, co to za różnica, w którym kubku parzysz rano kawę? Owszem, można mieć swój ulubiony kubek w wiewiórki, ale kawa zaparzona w „białym w kwiatki”, to nie powód by się na siebie obrażać i trzaskać drzwiami. Prawda?

Problem nasila się wraz z powagą tematu, z im trudniejszym kłopotem próbujemy się w związku rozprawić, tym większy opór stawia druga strona. W sprawach fundamentalnych, istnieje tylko jedno prawidłowe rozwiązanie, jego propozycja.

4. Przemilczenie spraw, które przeszkadzają

Grzech największy. W milczeniu idziemy ramię w ramię, kobiety i mężczyźni. Bo przecież „jak mu to powiedzieć i co on sobie pomyśli?” (panie), a w ogóle „to dla świętego spokoju i wcale nie jet takie ważne” (panowie)…. Prędzej czy później, każdy nierozwiązany problem, każde zagniecenie, które uwiera któregoś z partnerów, stanie się przeszkodą. Barierą, która gdy zobaczy odrobinę światła dziennego, zacznie rosnąć jak szalona.

Nie warto. Nawet, gdy miałoby to oznaczać, że ten związek jednak nie jest naszą wymarzoną relacją z napisem”i żyli długi i szczęśliwie”, lepiej zdać sobie sprawę z tego na początku takiej znajomości. Nie udawajmy kogoś, kim nie jesteśmy – w imię pozornego, większego dobra.

5. Jawna lub nieświadoma nierówność

Bardzo często borykamy się z nierównością w związkach, nawet, gdy zarzekamy się, że w naszej relacji będzie zupełnie inaczej. Dlaczego?

Mimo deklaracji partnerskiego układu w związku, pewne stereotypy czy oczekiwania są w nas głęboko zakorzenione kulturowo. Każdy z nas nosi w sobie pewne przekonania dotyczące podziału ról w wymarzonym związku. I większość z nas niekoniecznie konfrontuje je z rzeczywistością, czy wyobrażeniami partnera.

Niektóre nieświadomie utrwalone wzorce są dla nas tak oczywiste, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, że w naszym życiu może to inaczej wyglądać. Jedyną receptą na te związkową przypadłość, jest rozmowa, rozmowa, rozmowa… i jeszcze odrobina otwartości. Przyda się by być w pełni świadomym tego, że każdy z nas może myśleć coś zupełnie innego, wyjątkowego.


Na podstawie: 


Lifestyle Związek

„Co pani czyta?” – pyta bohater książki piękną nieznajomą w autobusie pospiesznym linii A i jest to początek – jak to w życiu bywa – pięknej znajomości

Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
25 czerwca 2017
Fot. iStock/strekozza77

Leżę na plaży. Wieje Bora. Czytam książkę. – Co pani czyta – pyta bohater książki piękną nieznajomą w autobusie pospiesznym linii A i jest to początek – jak to w życiu bywa – pięknej znajomości.
– Co pani czyta? – Pan w średnim wieku czyli idealnie w moim – zagaduje. Kolega obok dzielnie wspiera.
– I do not understand – uśmiecham się milutko i powoli.
– Zbyszek, pani nie z Polski, idziemy dalej.
Całkiem niechcąco odkładam książkę stroną tytułową do góry. Nie sposób nie zauważyć.
Jerzy Pilch, Inne Rozkosze (bardzo polecam!)
A zresztą, za chwilkę.
– Ciociu, mamo, ciociu a w najnowszej Epoce Lodowcowej jest o jodze. I w Ungry Birds też. Matylda ćwiczy jogę.
Panowie z niesmakiem przesiadają się dwa kocyki dalej. Prosto do pani, która wdzięcznie czyta czasopismo o typowo polskiej nazwie Be Acitive.
Leżę na plaży. Wieje Bora.
(To taki rodzaj wiatru jest)

Ale zaraz żałuję. I w głowie bulgocze mi nieco natrętna myśl – czy dobrze zrobiłam?

Bo nasza kultura wciąż uczy, że wielka to wartość, być adorowaną przez mężczyzn. Ach, ten Zbigniew co to tak uroczo przepuszcza każdą z nas w drzewach. I  płaszcz podaje. To Ci dopiero prawdziwy gentelman.  I Rysiek co – rączki pani Kasiu całuję, całuję rączki. Ach.

Apel szkolny. Stoję w rzędzie dziewczynek ubranych w granatowe mundurki. Wczesne lata osiemdziesiąte. Dumnie  wzorowa uczennica. Wygładzam fałd spódniczki i okruszki co prawda niewidzialne ale jednak strzepuję. Chłopcy szaleją gdzieś  pomiędzy. Próbują ciągnąć za warkocze, wygłupiają się. Dziewczynki są grzeczne i stoją cicho a z tymi chłopakami to zawsze jest  jakiś problem. Wiadomo! Bo oni przecież muszą się wyszaleć. I zwrócić na siebie uwagę. Taka natura. Wojownik, rycerz, obrońca. Na białym koniu rozbójnik jeden. Przyjedzie. Albo i nie!

Idziemy w życie. Grzeczne dziewczynki. I z czasem pojmujemy, że warto tą grzeczność doprawić. Odrobinką kokieterii, staranną fryzura a może nawet dekoltem. Nasze ciała jako element walki. Walki o mężczyznę. Rozglądamy się wokół. Oczywiście bezwiednie. Mrużymy oczy i  wygładzamy spódniczki. Z ust robimy uroczy dziubek. Eee lalunia, no niezły kociak z ciebie. Miau.

Nie wyrażamy się zbyt głośno. A już na pewno nie w kategorycznym tonie. Siedź w kącie to cię zauważą. (Czyżby?). Siadamy. Nóżki razem. No moja droga usiądź jak przyzwoita dziewczynka, bo co ty sobie tak właściwie wyobrażasz? A rączki to połóż grzecznie na kołdrze. No już!

Z biegiem lat stajemy się coraz bardziej niewidoczne. Bez photoshopa, z dala od tego całego jarmarku sztuczności, powiększania, odsysania i konieczności dobrze-wyglądania. A nasza stara twarz pełna zmarszczek i przebarwień, linii mimicznych  to trochę jak porno w przestrzeni publicznej. I ciężki grzech. A fuj! A botoks to już nie działa? Teraz tylko beret i jesionka. Nikt starej baby nie będzie przecież słuchał. Czarownica jedna. A kysz!

Ale wciąż uporczywie pamiętamy o tym, że mamy być uprzejme. I uroczo miłe. Czekamy. Na wnuki. A nuż coś się zmieni?

….

Leżę na plaży. Wieje Bora. Czytam książkę.

– Co pani czyta – pyta bohater książki piękną nieznajomą w autobusie pospiesznym linii A i jest to początek – jak to w życiu bywa – pięknej znajomości.

Podnoszę wzrok z nad książki i rozglądałam się wokół. Dwaj panowie w średnim wieku i z brzuszkiem zapamiętale towarzyszą młodej dziewczynie na kocyku obok. Hehe zgodnie rechoczą. Ten starszy przysuwa się odrobinę niebezpiecznie. Młodszy filuternie i tak jakby zagaduje:

– Taka piękna i taka samotna, jak to tak można?

Ach.

Dziewczyna tłumi ziewnięcie a potem robi ruch jakby chciała wygładzić fałdy niewidzialnej spódniczki i strzepnąć okruszki, których przecież nie ma.


Katarzyna Szota-Eksner

Katarzyna Szota-Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana , mocno zaangażowana w projekt Sunday is Monday – nawołujący do dbania o siebie.  Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie! Współtwórczyni (razem z Emilią Kołowacik)  niezwykłego Kalendarza 2017 Zadbaj o Siebie. Dziewczyna ze Śląska :).


Zobacz także

„Przestańcie się oszukiwać, jeśli kochamy, walczymy”. List faceta do wszystkich kobiet

Plażowicze z piekła rodem. 10 nadmorskich koszmarów, których nie chcesz spotkać na urlopie

Udawaj tak długo, jak trzeba. 12 trików, które pozwolą ci „wygrać” życie

http://steroid-pharm.com

https://djahostel.com.ua

сialis generika kaufen