Lifestyle Psychologia

5 cech energetycznego wampira. Spotykasz go, uciekaj

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
15 stycznia 2016
Fot. iStock / alexeyrumyantsev
 

Kilka dni temu byłam z koleżanką na spotkaniu służbowym. Dotarła do nas nowa osoba. Po pięciu minutach wymieniałyśmy się tylko spojrzeniami. „To wampir” napisała mi ukradkiem SMS.  Przypomniałam sobie spotkanie z dawną niewidzianą znajomą. Ponad dwie godziny rozmowy. Nie, przepraszam, jej monologu. W połowie zaczęła boleć mnie głowa i kręgosłup. Miałam wrażenie, że cała energia jaką miałam rano uchodzi ze mnie w tempie światła. Po „kawie” dosłownie doczołgałam się do samochodu. „Ratuj” zadzwoniłam do przyjaciółki. Po tym spotkaniu służbowym byłam mniej więcej w podobnym stanie. Musiałam uciec na spacer z psem, do lasu. Dopiero tam odzyskałam równowagę. Pomyślałam: „Boże, dobrze, że ja nie już pracuję na stałe z żadnym energetycznym wampirem. Oszalałabym”.

Kiedyś w to nie wierzyłam, ale oni naprawdę istnieją. Wampiry energetyczne, które pozbawiają nas sił. Spotkanie ich równa się kiepski humor, zmęczenie, ból głowy.  Dobrze, że nie znam ich też w życiu prywatnym. Ale przecież wampir może z nami mieszkać, może być nasza matką, ojcem czy koleżanką.

Ja go rozpoznać? Poniżej pięć najważniejszych cech. Często idą w parze, ale nie muszą.

Za dużo mówi

Z  jego ust wylewa się słowotok. Często towarzyszy temu głośny i pewny ton. Bębenki w uszach pękają. W towarzystwie tej osoby modlisz się, żeby wydarzyło się coś, co sprawi, że ona choć trochę się zatrzyma w tym oratorskim pędzie.

Ale nic, nic nie działa. Opowiada ci ze szczegółami historię swojego życia, o tym co robi teraz. Każda anegdota ma tysiąc anegdot pobocznych. Mówi, mówi, mówi. A ty czujesz, jak zapadasz się w sobie.

Czy warto poświęcać czas na historie, które w połowie nas nie interesują?

Nie słucha

Jego w ogóle nie interesuje, co masz do powiedzenia. Czasem zdobędzie się, żeby powiedzieć: nie masz racji. I to tyle z jego skupiania uwagi na tobie. Nie masz racji, bo…. i znowu milion argumentów, anegdot, któremu często towarzyszy taki początek: „Bo ja”. W życiu nie wciśniesz się z wątkiem o sobie, nawet jeśli próbujesz.  Jesteś po prostu widownią dla jednego aktora. Tak właśnie było ostatnio z moją znajomą. Przysięgam, przez ponad dwie godziny rozmowy nie zapytała co u mnie słychać.

Czy warto spędzać czas z kimś, kogo my  same kompletnie nie interesujemy?

Wypytuje

To inny typ wampira. Punktem wspólnym jest to, że też go nie interesujesz.

Interesuje go natomiast co tam w twojej firmie (bo jest, na przykład, konkurencyjna), co wśród wspólnych znajomych. Czujesz się jak na przesłuchaniu u bardzo natarczywego i wiercącego dziurę w brzuchu detektywa.

Czy warto poświęcać czas osobom, które traktują nas jak Radio Wolna Europa?

Ocenia

Wszystko i wszystkich. Nieustannie. Ta głupia, że się rozwiodła, ta ma beznadziejną sukienkę, buty, męża i samochód. Nawet czyjś pies może być przedmiotem dyskusji (bo jest za bardzo rozpuszczony na przykład). Szczerze mówiąc to boisz się odwrócić, bo doskonale wiesz, że jeśli tylko się odwrócisz to staniesz się przedmiotem tego oceniania.

Czy warto marnować chwilę na ludzi, których celem jest tylko ocenianie innych?

Narzeka

Polska nie taka, życie nie takie, praca nie taka, dzieci, mąż. Małe pytanie: co słychać i otwiera się pudło marudy. Gdy w końcu próbujesz podsunąć jakieś rozwiązanie dramatu, słyszysz: „Nie da się”, „To niemożliwe”, „W życiu nie ma tak lekko”. Uciekaj, jeszcze chwile, a sama uwierzysz, że na nic nie masz wpływu.

Czy nie szkoda energii na osoby, które nigdy nie widzą dobrych rozwiązań?

Podcina skrzydła

„Jesteśmy już stare”, „Jesteśmy biedne”. „Myślisz, że to ci się uda? Nie sądzę”, „No próbuj, ale czeka cię ciężka droga”, „Powinnaś inaczej się ubierać”, „Jak ty wychowujesz dzieci”. I tak dalej.

Może zamiast patrzeć, jak ktoś obcina ci nożycami skrzydła, pofruniesz gdzieś indziej? W kierunku osoby, która daje ci moc?

Tak, wiem, być może każdy z nas miał etap, że był wampirem. Warto jednak się wystrzegać takich zachowań i unikać takich ludzi.

Dla własnego zdrowia psychicznego.

Pięknego weekend. Bez towarzystwa wampirów energetycznych.


Lifestyle Psychologia

„Dzięki tobie umiem kochać i jestem silna”. A ty co zawdzięczasz swojej babci?

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
21 stycznia 2016
Fot. iStock / Redrockschool
 

Kochana Babciu,

Od kiedy zajmuję się trochę psychologią wiem, że babcia może być najważniejszą kobietą w życiu, poza matką. Jest równie silnym punktem odniesienia, też lekcją kobiecości. Śmierć babci jest też często pierwszym naszym kontaktem ze śmiercią. Jest lekcją utraty.

Babcia bywa też pierwszym doświadczeniem starości, chorób i przemijania. Jak byłyśmy małe ogarniała całą przestrzeń, potem powoli znika, coraz bardziej krucha, delikatna, niedołężna.

– To babcia opiekowała się mną, gdy byłam mała. Dała mi miłość, które nie dała mi matka.

– Pamiętam jej ciepło i czułość, zapach ciasta.

– Była bardzo chora, mimo to czytała mi książki.

Kilka urywków opowieści innych kobiet. O babci. Częściej analizujemy własne matki. Wytykamy im błędy, kochamy trudną miłością, czujemy żal albo wdzięczność. A przecież gdybyśmy pomyślały nad swoimi babciami mogłybyśmy znaleźć moc. Inny rodzaj kobiecości, inne cechy, bo na przykład wzmocnione przez historyczne wydarzenia. Szczęście mają te kobiety, które mogą być jeszcze blisko swoich babć. Pytać o życie, miłość, związki, rodzinę, doświadczać tej miłości, czułości, choć nie zawsze oczywistej. Rozumieć wpływ tego wszystkiego na siebie.

Ty już jesteś dla mnie przeszłością…

To smutne i bardzo boli, gdy o tym myślę mam dwa najważniejsze wspomnienia. To ostatnie, gdy przyjechałam dzień przed twoją śmiercią. Wiedziałam, że na mnie poczekasz. Ale już nie łapałaś mnie za rękę, nie mówiłaś mojego imienia tylko taka drobna szamotałaś się po łóżku, ciężko i płytko oddychając. To był jedyny moment w życiu, gdy widziałam cię taką rozdygotaną, choć to przecież było rozdygotanie fizyczne, wynikające tylko z odchodzenia.

Jeszcze parę dni wcześniej byłaś po prostu silna jak zawsze. Odmówiłaś transfuzji, męczyło cię to przedłużanie życia, o czym zresztą twardo powiedziałaś. Jak zawsze: „Nie męczcie mnie”. Zachorowałaś zaraz po Wielkanocy. W święta czułaś się źle, głaskałaś mnie po ręku taka zrezygnowana, ale i tak upiekłaś wszystkie ciasta, pasztety, wyszorowałaś okna, dom i ani razu nie powiedziałaś: „nie mam siły”.

Chciałabym być choć w połowie tak silna jak ty…

… choć wiem, że tę część silną, którą w sobie mam zawdzięczam tobie.

Drugie wspomnienie to z wakacji w waszym domku, nad jeziorem. Najstabilniejszy moment mojego dzieciństwa. Posiłki zawsze o tej samej porze, stały rytm dnia, gdzie wiedziałam co się wydarzy wieczorem i rano. I spokój, którym z dziadkiem emanowaliście.

Chciałabym choć w połowie mieć tak pewny i zorganizowany dom, jak ty miałaś…

… choć wiem, że to, że  go w ogóle  stworzyłam zawdzięczam właśnie tobie. Pamiętam, jak pocieszałaś mnie, gdy byłam nastolatką. A potem po każdym rozstaniu nieustannie powtarzałaś, że jak spotkam właściwego mężczyznę nie będę przez niego nigdy płakać, bo miłość nie rani.

Chciałabym choć w połowie być tak mądra w miłości…

… ale to, że w ogóle jestem jakoś mądra  i wiedziałam jakiego mężczyznę wybrać na życie zawdzięczam właśnie tobie. Lubiłaś inne kobiety, mówiłaś o nich ciepło, z szacunkiem. Nawet byłaś zdziwiona ciut, gdy zaszłam w ciążę i okazało się, że to będzie syn. „Pierwszy chłopiec w naszym kobiecym gronie” zaśmiałaś się.

Też dzięki tobie tak lubię kobiety i umiem być z nimi blisko.

Gdy myślę o tobie wiem, ile pięknych rzeczy mam dzięki tobie, więc może wcale nie jesteś moją przeszłością tylko teraźniejszością. Bo to dzięki tobie się rozwijam, mam wspaniały punkt odniesienia. I powinnam sobie częściej przypominać, jak mówisz, że w życiu nie wolno się bać, za wiele histeryzować i podchodzić do wszystkiego tak emocjonalnie.

Brakuje mi tej twojej siły i pewności. I twardości też. Zawsze powtarzałaś, że moje pokolenie ma za łatwo, nie musimy walczyć o życie, wszystko nas boli i szukamy najprostszych rozwiązań, zupełnie jak w wierszu Szymborskiej „Prospekt” o tabletce na uspokojenie, weź mnie, kto powiedział, że życie ma być odważnie przeżyte.

Życzyłabym każdej kobiecie takiej babci, choć wiem, że każda z nas w swojej znajdzie coś innego. Dobrego. I na tym też będzie mogła budować swoją kobiecość, pewność i siłę. Bo bliskie, starsze kobiety są w życiu największą wartością.

Wszystkiego najlepszego 🙂


Lifestyle Psychologia

Jak żyć? Czterdziestolatka prawdę ci powie

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
13 stycznia 2016
Fot. iStock / Sadeugra

Lubimy słuchać rad starszych kobiet. Dodają nam sił i mocy. „Nie myśl tylko o pracy, stawiaj na przyjaźnie, miłość”. I tak dalej, i dalej”. Hitem na Facebooku są badania pewnej psycholożki, która przeprowadziła, w hospicjum, wywiady z ludźmi umierającymi. Czego żałują, co jest w życiu ważne. Rzeczy, które wymieniają powtarzają się, my niby to wiemy, ale jakoś to bagatelizujemy na co dzień. „No dobra, to od jutra wszystko się zmieni, od Nowego Roku”. Bo przecież jest jeszcze tyle czasu i nas to nie dotyczy.

Kończę w tym roku czterdzieści lat (Boże, nie wierzę). Dziś bardziej rozumiem słowa mamy, która często powtarza, że nie wie, kiedy minęły jej  lata młodości.

Wiem, że panuje moda na to, by mówić, że czterdzieste urodziny to nic, że nic się nie zmienia, bo granica wieku się przesuwa i w ogóle można dziś wszystko. Pewnie, coś w tym jest. Jednocześnie 40-te urodziny, to naprawdę czas pierwszych  (drugich?) bilansów, rozliczeń ze sobą, analizy co się zrobiło, a czego nie. Nie wiem czy u wszystkich, ale u tych moich koleżanek, które znam – tak. U mnie też.

Pamiętam, miałam 26 lat, stałam i patrzyłam krytycznie w lustro. Za gruba, nie taka. Mama powiedziała: „Jesteś prześliczna. Spojrzysz potem na zdjęcia i powiesz: nie wierzę, o co mi chodziło, byłam taka piękna”.

I to prawda. Patrzę na swoje zdjęcia ze ślubu, miałam wtedy 26 lat. I mówię: wow. Czemuż to ja się czepiałam siebie? I to nie znaczy, że teraz jestem brzydka, dziś mama też mówi, żebym się cieszyła, bo potem docenię. Już słucham jej bez gadania :).

Ale jak na analizującą wszystko – prawie – czterdziestolatkę mam parę wniosków. Och, jakże chciałabym ostrzec, pouczyć młode dziewczyny, jak kiedyś mnie pouczała mama, albo starsze kobiety, z którymi robiłam wywiady. Wgapiałam się w nie z podziwem, kochałam ich mądrość, a potem…. no cóż, potem popełniałam błędy.

Więc wy, młodsze też sobie to pewnie przeczytacie, a potem pójdziecie do swojego życia robić to co zwykłyście robić. 🙂

Ja jednak potruję dla świętego spokoju. Ale to są tylko trzy rzeczy. Tyci tyci – trzy.  Czy to tak wiele?

Wybierzcie dobrego partnera

To jest najważniejsza sprawa, która mi się udała, rodzina. Mądry i dobry facet. Kiedyś aktorka Barbara Brylska powiedziała mi: „Nie idź za instynktem, szaleństwem. Trzeba wybierać mężczyznę na którym można polegać”. Wiedziała co mówi. Porzuciła fajnego męża dla mniej fajnego męża drugiego. I cóż, szaleństwo było. Tyle, że on potem zaczął ją zdradzać i  krzywdzić.

Jak rozpoznać dobrego? No cóż, najłatwiej rozpoznać niewłaściwego. Tylko my tego nie chcemy widzieć. Egocentryczny, narcystyczny, myślący o sobie, nieobecny, przemocowy, wieczny chłopiec– złych typów jest mnóstwo. Krótko mówiąc– jeśli jesteś z kimś, kto zauważa cię tylko wtedy, gdy to mu pasuje, nie widzi w sobie winy, nie chce się zmieniać– uciekaj gdzie pieprz rośnie.

Niedawno zadzwoniła do mnie przyjaciółka z podstawówki. Też tuż przed czterdziestką. „Poświęciłam życie dla wielkiej miłości, żałuję. Mama mnie ostrzegała”. Pamiętam, jak wielka pasja ich łączyła, namiętność i szał. Ona piękna, on piękny. Wciąż są piękni, mają piękne dzieci. Tylko, że ona nie może na nim polegać, tylko, że w ich domu są awantury, tylko, że ona jest taka samotna.

Nie idźcie w kierunku ślepej namiętności. Moja babcia zawsze powtarzała, że szczęśliwy związek to taki, gdy on kocha trochę bardziej. Nie wiem. Szczęśliwy związek to chyba taki, gdy możesz być w 100 proc. sobą. Gdy masz w kimś wsparcie i nie ma niepotrzebnych napięć. Życie i tak zafunduje wam napięcia. Po co być z kimś kto jeszcze dokłada? Związek może być po prostu prosty. Nie zawsze tak samo namiętny, ale zawsze taki, że możesz mówić co się między wami dzieje i ktoś chce się zmienić, a nie tylko zmiany żąda od siebie.

Szukaj pomocy

Patrzę na koleżankę. Dwoje małych dzieci, mąż– depresyjny, nieodpowiedzialny. Ona jest z problemami sama. Prosi: „popracujmy na tym, widzisz co się dzieje?”. On wzrusza ramionami. Ma gdzieś. Koleżanka dryfuje od poranku do wieczora, świetna pracownica, świetna matka. „Może pójdziesz na terapię? Może zrobisz krok?” pytam. Tak, tak, kiedyś. Nie wyrzuca go z domu ( rozumiem), ale też nie działa. Tkwi w stanie: „zawieszenie”. Powiedziałabym jej: kochanie, masz 30 lat. To twój najlepszy wiek. Dlaczego nie robisz nic? Zrób cokolwiek. W którąś stronę. Nie przesypiaj tego pięknego wieku. Szkoda, będziesz żałować. Tak, tak. Mija kolejny miesiąc– nic.

Nie przesypiajcie.

Walcz o siebie zawodowo

Ostatnio moja 26– letnia koleżanka powiedziała mi, że awansowała. Ucieszyłam się z jej sukcesu jednocześnie poczułam, że ma wszystko to, czego ja długo nie miałam. Pewność, świadomość, moc. Już to mam, ale przecież mogłam wcześniej. Przypominam sobie lata zmarnowane w terrorze. Przemykanie, żeby wyjść z firmy, głupie tłumaczenie, czy wysłuchiwanie monologów szefowej. Rany, dziś sama jestem szefową i wiem, że każde trucie, każda awantura, każde mówienie: ja na waszym miejscu, bo ja to i tamto jest tylko zagłuszaniem niskiego poczucia własnej wartości. Jest potrzebą kontroli i bezradnością. Moją– nie czyjąś.

Każdy dobry lider wspiera innych. Pozwala innym się rozwijać, rezygnuje z męczącego i narcystycznego: „ja”. Pomaga i daje siłę, a nie nie podcina skrzydła. Więc myślę: po kiego ja to znosiłam? Zamiast frunąć?

Więc jeśli macie straszną szefową/ szefa– weźcie głęboki oddech. Może być inaczej. To zależy tylko od was. Pierwszym krokiem jest tylko poczucie, że możesz. Zmieniać, wpływać, decydować.

A dlaczego warto dobić czterdziestki?

Bo wiesz to wszystko co wyżej opisane. To jest dla ciebie tak samo jasne jak to, że ziemia jest okrągła i po styczniu następuje luty. Masz moc.

Może wy spróbujecie mieć ją wcześniej? Tyle czasu byście oszczędziły, kochane. Tyle łez i wszystkiego.

No ale tak. Świat musi iść swoim rytmem.


https://www.biceps-ua.com/

У нашей организации популярный веб портал со статьями про https://avtomaticheskij-poliv.com.ua/.
сиалис состав