Kariera Psychologia

Babska motywacja! Dlaczego jedni ruszają dzielnie na przód, a inni siedzą w miejscu

Babę zesłał Bóg
Babę zesłał Bóg
26 kwietnia 2016
Fot. Pixabay / Foundry /
 

„Nie dam rady!” – krzyknęła głowa i jęknęło ciało osuwając się zrezygnowane.

„Nie dam rady, to trudne!” – jęczała Baba załamując ręce.

„Nie mogę tego zrobić, nie dam rady, to się nie uda, bo to trudne! – krzyknęły chórem wszystkie komórki w babskim ciele.

 

Mistrz Zen Seung Sahn mawiał:

„Mówisz, że możesz – to możesz.

Mówisz, że nie możesz – to nie możesz.

Więc sobie wybierz.”

 

Ja wiem, jak to jest. Doskonale znam cały proces. Teraz większość z Was zapewne krzywi się i mamrocze pod nosem, że to bzdury, że tak to się nie da, że myśleniem nic nie zmienimy i nic się nie zmieni. I takim oto podejściem potwierdzacie drugie twierdzenie Mistrza Seunga – mówisz, że nie możesz – to nie możesz.  Jeśli to Was jeszcze nie przekonuje, to czy któraś z Was próbowała myśleć, że jednak może, da radę i wszystko się uda?

Wszystko jest względne: myśli, słowa, czas, otaczająca nas rzeczywistość. Daltonista widzi świat w czarno białych barwach, czy to znaczy, że świat jest czarno biały? Nie, to oznacza tylko tyle, że daltonista tak go właśnie widzi. To, jak podchodzicie do danego celu, do Waszego czasu, do życia zależy tylko od Was. Kiedy uznacie, że jakiegoś celu nie osiągnięcie, to tak właśnie będzie. Możecie siedzieć obrażone na cały świat, że Wam się nie udało, a tej Babie Sąsiadce tak i że los jest niesprawiedliwy. Tylko że Baba Sąsiadka nie powtarzała sobie, że jej się nie uda. Uznacie więc, że miała więcej czasu, więcej sposobności. Cóż, wierzcie lub nie, czasu miałyście i macie tyle samo każdego dnia, albowiem doba ma zawsze i wszędzie 24 godziny przez 7 dni w tygodniu. Sposobności, no tak, nadarzyły się, ale jeśli siedzisz i nic nie robisz, to nic się nie wydarzy, proste. Ty siedziałaś i marudziłaś, a ona ruszyła na przód to i okazje się napatoczyły. Być może cały czas tam leżały, ale trzeba było do nich podejść, a nie czekać, aż same się przyturlają.

Co nas hamuje? Dlaczego jedni ruszają dzielnie na przód, a inni siedzą w miejscu obgryzając paznokcie, chociaż chęci i pragnienia są tak samo silne?

1. Zmęczenie przemyśliwaniem

Wszystko dzieje się w naszej głowie. Układamy plany, scenariusze, wypadki, sukcesy, wybieramy już kolor klamek, gdy nie mamy nawet kawałka cegły, aby zacząć budować. Maltretujemy się wszystkimi możliwymi scenariuszami katastrof i niepowodzeń, albo napawamy się przyszłymi sukcesami i bogactwem i popadamy we frustracje, że tyle już o tym myślałyśmy, a jeszcze nic z tego nie mamy.  Gdy orientujemy się, że mimo całego wielkiego planu i zmęczenia tym wszystkim, nadal siedzimy na kanapie lub przed komputerem, a wszystko to wydarzyło się tylko w naszej głowie, jesteśmy tym wszystkim tak zmęczone ,że rezygnujemy z braku sił.

2. Strach przed wykonaniem pierwszego kroku

Z jakiś dziwnych i nie znanych mi powodów, czasem dopada nas niewytłumaczalny strach przed działaniem, jakimkolwiek. Odkładamy wszystko na później, na jutro, na kiedyś. Nie mamy odwagi wykonać telefonu, załatwić czegoś, dowiedzieć się. Wewnętrzna blokada się zaciska. Prokrastynacja urasta do niebotycznych rozmiarów. Nie pomagają zachęty, groźby i prośby, hasła w stylu: „Do odważnych świat należy!” No fajnie, ale my w tym momencie tchórzymy jak myszy i nie widzimy perspektywy, aby to zmienić.

3. Zbyt oddalona perspektywa, zbyt długi okres czasu

Czasem może i nie mamy wielu myśli, czasem jesteśmy zwarte i gotowe by działać, ale jak sobie pomyślimy, że efekty mają przyjść za kilka miesięcy, rok, albo – o zgrozo! Za kilka lat? To już wolimy sobie odpuścić, bo kiedy to będzie.

Z rozwiązaniem tych trzech podstawowych problemów, tych podłych hamulców, które powstrzymują nas od naszej boskiej wielkości, przychodzą ludzie starsi ode mnie (w większości już nie żyjący), mądrzejsi, którzy osiągnęli o wiele więcej niż ja i Wy razem wzięte. W walce z moimi hamulcami, niechęciami i świstem omijających mnie okazji i szans, których nie mogłam wykorzystać, bo siedziałam i obgryzałam paznokcie, przychodzą mądrości, które pomogły mi z tymi demonami. Teraz nadszedł czas, aby pomogły Wam. Od razu ostrzegam, że nie będą to całkowite przepisy na sukces, gotowe rozwiązania podane na tacy. Jedno, czego się w życiu od życia nauczyłam, to fakt, że niczego nie docenia się tak bardzo, jak własnej pracy i wysiłku. Oczywiście, jako człowiek leniwy, nie napracowałam się za nadto w dosłownym tego słowa znaczeniu, chodzi mi bardziej o minimum wysiłku jaki trzeba włożyć, aby potem to wszystko docenić.

Na pierwszy problem przychodzi nam z pomocą powszechnie znany i lubiany Walt Disney, mawiał on:

„Sposobem na zaczęcie jest skończenie mówienia i podjęcie działania.”

Dlatego przestałam opowiadać, przestałam przemyśliwać, a zaczęłam działać. Co się nagadałam i namyślałam, to moje, ale nic mi z tego nie przyszło poza bólem głowy i niechęcią. Nie ma co myśleć, a trzeba działać. A jeśli przeraża nas ogrom pracy? Z pomocą przychodzi Henry Ford:

„Żadne zadanie nie jest szczególnie trudne, jeśli podzielisz je na mniejsze podzadania.”

Boisz się jednak niepowodzeń, a katastroficzne scenariusze spędzają Ci sen z powiek? Rozwiązanie ma Margaret Thatcher:

„Dziewięćdziesiąt procent naszych zmartwień dotyczy spraw, które nigdy się nie zdarzą”.

Nadal masz zamiar martwić się „na zapas”?

Drugim problemem zajęła się bardzo przeze mnie ceniona, żyjąca nadal i mająca się świetnie, Ania Witowska.

Dodała ona kiedyś wpis na swoim blogu, pt.: Podaje przykłady i dowody na to, że tej całej chęci, motywacji i odwagi potrzeba nam mniej niż minutę dziennie, aby zacząć, aby postawić pierwszy krok, aby ruszyć z miejsca. Przez 20 sekund każdy potrafi być odważny, a potem to już leci jak z płatka.

Na trzeci problem przychodzi z pomocą H. Jackson Brown, Jr.

„Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie”

Co tu więcej pisać? Gdybyś miała zacząć kopać dół łyżką do zupy, mogłabyś się załamać, bo wykopanie go potrwałoby rok. Mogłabyś też zacząć kopać i po roku mieć pokaźny dół. Rok tak czy inaczej zleci i tylko od Ciebie zależy, co w tym czasie zrobisz.

Pamiętajcie! Cokolwiek robicie, czegokolwiek pragniecie, jest na wyciągnięcie Waszej ręki. Jedynym, podstawowym warunkiem jest tę rękę wyciągnąć.

„Możesz mieć wszystko czego zapragniesz, jeżeli pozbędziesz się przekonania, że nie możesz tego mieć.” Robert Anthony.


Kariera Psychologia

Zawsze chciałam być jak Alexis

Babę zesłał Bóg
Babę zesłał Bóg
17 sierpnia 2016
Zawsze chciałam być jak Alexis
Fot. iStock / sakkmesterke
 

Pamiętacie kultową „Dynastię”? Teraz, na jednym z programów powtarzają ten serial. Dla mnie jest to wspomnienie głębokiego dzieciństwa, kiedy wszystkie kobiety w domu zasiadały przed TV, by z zapartym tchem śledzić losy rodziny Carrington’ów. Fabuły nie pamiętam prawie wcale, więc oglądając od czasu do czasu odcinki właściwie traktuję serial jako całkowitą nowość. ALE! Wzbudza we mnie jedno i nieprzerwane uczucie, które towarzyszy mi od momentu, gdy pierwszy raz go obejrzałam – podziw dla Alexis.

Alexis i jej kapelusze

Na co może zwracać uwagę dziewczynka, która jeszcze nie rozumie mechanizmów dorosłego świata? Na wygląd oczywiście. Alexis była perfekcyjna – jej fantastyczne stroje (esencja mody lat ’80) i nienaganna prezencja były zawsze idealne. Kapelusze – przepiękne, z wielkim rondem. Kiedy miała je na sobie, nikt nie miał wątpliwości, kto jest damą w pomieszczeniu. Zawsze świetnie wyglądająca, zawsze dobrze umalowana, wyprostowana, pewna siebie. Patrząc na nią nie czułam, ze jest sztuczna, przerysowana, że coś udaje, a przede wszystkim, że do czegoś się zmusza i robi na siłę. Ona tak miała wyglądać i taka być, bo była taka. Po latach również mam te same odczucia.

Alexis i jej intrygi

Dziecięciem będąc nie pamiętam, co ona tam wydziwiała. Teraz też nie do końca wiem, bo nie śledzę każdego odcina, a oglądam jedynie, jak trafię, co jest stosunkowo rzadkie. Pamiętam jednak, że to chyba był pierwowzór takiej pierwszej, współczesnej „złej kobiety”. Alexis była zła, bo knuła, intrygi snuła, dybała na majątek Blake’a i darła z nim koty.

Co zauważyłam po latach? Że owszem, kombinowała co i rusz, ale nie dla sportu, a dla utrzymania swojej pozycji w branży i honoru. Knuła, by wyrwać to, co jej się należało od kiedy mąż postanowił się z nią rozwieść i ożenić ze swoją sekretarką… Jakie to typowe.

Teraz patrzę na nią, jak na kobietę walczącą o swoje prawa, którą wszyscy próbują zmarginalizować i pokazać, gdzie jest jej miejsce. Rozpychającą się łokciami w twardym, męskim świecie i robiącą to bardzo dobrze i sprawnie.

Alexis i jej romanse

Mężczyźni uwielbiali ją, ona uwielbiała mężczyzn. Jednych wykorzystywała do celów zawodowych, innych do prywatnych. Zupełnie nie przejmowała się „co ludzie powiedzą”. Nie miała już dwudziestu lat, ale to zupełnie nie przeszkadzało jej w uwodzeniu dużo młodszych mężczyzn, którzy biegli za nią jak w ogień wpatrując się w jej osobę, jak w obrazek.

Można powiedzieć, że to iluzja, że działając w ten sposób, nigdy nie zazna szczęścia. Ale czy na pewno? Męża miała, wielkiego potentata naftowego z Denver, który zostawił ją dla swojej sekretarki. Dzieci miała, własną firmę miała, była niezależna i wolna. Czy naprawdę był jej do szczęścia potrzebny jeszcze jeden chłop na stałe?

Podsumowując

Alexis była silną, niezależną, pewną siebie kobietą sukcesu. Była pierwowzorem tego, do czego większość kobiet w dzisiejszych czasach dąży.

Co się więc stało z moim dziecięcym uwielbieniem do Alexis i jej kapeluszy? Zapomniałam o nim. Przez późniejsze lata, niestety, było mi bliżej do Krystle – sekretarki Blake’a, z którą się ożenił i tym sprawił, że stała się bajecznie bogata. Siedziałam, czekałam i zamartwiałam się, że nikt mego losu nie odmieni. Mogłam się zorientować już wcześniej, że nie jest mi to pisane, bo nawet jak się zgłosiłam do pracy na stanowisko recepcjonistki/sekretarki to wzięli mnie do innego, lepszego działu, bo tam też potrzebowali pracownika. Nie byłam więc sekretarką, nie spotkałam swojego potentata naftowego z Denver, a marzenie o przepięknych kapeluszach z wielkim rondem zakopałam głęboko w szafie. I bym tak trwała w marazmie, żalu i rozmyślaniach, gdyby nie dwa cytaty, na które natknęłam się zupełnie przypadkowo. Pierwszy odpowiedział na moje odwieczne pytanie: dlaczego coś nie jest mi dane/dlaczego tego nie mam? Drugi uporządkował mi czasoprzestrzeń i wybił z niechęci do myśleniem, że coś kiedyś tam może i się zdarzy, albo może to kiedyś zrobię, ale to taki odległy czas! A potem zaczęli powtarzać Dynastię i po ponad dwudziestu latach ujrzałam znów swoją idolkę Alexis. Doszłam do wniosku, że moje dziecięce przemyślenia, cele i upodobania były najlepsze, bo nie zanieczyszczone zewnętrznymi, społecznymi oczekiwaniami i utartymi ścieżkami. Działał mi wtedy tylko zdrowy rozsądek i jasny cel, bo będąc dzieckiem dużo lepiej wiedziałam, czego chce i co mi jest potrzebne, niż później będąc dorosłą kobietą.

Skończyłam więc czekać na Blake’a, opuściłam mury korpo i stwierdziłam, że sama sobie kupię ten kapelusz z wielkim rondem, a potem kolejny i kolejny. Aby to zrobić rozpoczęłam budowę własnego „imperium”, gdzie od początku muszę się rozpychać łokciami w nieprzyjaznym dla mnie środowisku, tak jak Alexis 😀 Romanse sobie darowałam, jeden Chłop mi starczy, a i potencjał ma nawet na przyszłego potentata naftowego, więc może nie będzie tak źle.

Czasem, gdy oglądam TV i lecą programy o pięknych i bogatych tego świata, rozmarzam się, że też bym tak chciała – Jacht w Cannes, ferie zimowe w Szwajcarii w jednym z luksusowych ośrodków, zakupy bez ograniczeń, epickie przyjęcia, Aston Martin w garażu i angielską posiadłość nad brzegiem morza w Kornwalii. A potem sobie myślę, dlaczego nie? Jeśli nie będę dążyć do celu choćby stawiając małe kroczki, to nigdy się do niego nie zbliżę. Oczywiście, nikt nie powiedział, że mi się uda i za mojego życia w miarę młodego, stanę się bajecznie bogata, ale jeśli nie będę robić nic w tym kierunku, to pewne jest, że na pewno się nie stanę.

Wszystko, czego zawsze chciałam, dam sobie sama. A jak kupię swój pierwszy kapelusz z wielkim rondem, to Wam wyśle zdjęcie 😀

Wasza zdeterminowana i dążąca do swojego celu

Baba ❤

P.S.

Cytaty, które odmieniły moje życie:

„Jeśli chcesz mieć coś, czego nigdy nie miałeś musisz zacząć robić coś, czego nigdy nie robiłeś” (nie wiem, kto to powiedział, ale zdanie jest fundamentem zmian w naszym życiu)

„Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie”

H. Jackson Brown. Jr.

Więcej cytatów i motywacji w moim poprzednim wpisie.


Kariera Psychologia

Baba mówi wprost

Babę zesłał Bóg
Babę zesłał Bóg
1 kwietnia 2016

Coś się zadziało w mej babskiej głowie. Naszła mnie myśl niepokojąca, acz podniecająca. Poczułam dziwny dreszcz ekscytacji i niepokoju jednocześnie. Może to przesilenie? Może fakt, że wykiełkowały mi kwiatki w pojemnikach po śmietanie? A może to to, że jak Baba się nudzi, to wymyśla głupoty? Tak czy inaczej stało się – myśl zakwitła i zaczęła zakorzeniać się w mej głowie.

Pewnego razu podczas dnia zupełnie zwykłego, nie będąc obarczoną żadnymi nadzwyczajnymi zadaniami, przyszło mi do głowy, że może by tak mówić wprost? Chwilę później każdy mój mięsień się napiął, każda komórka w ciele piszczała, a moje babskie DNA krzyczało w ramach wielkiego protestu. No bo jak to?! Mówić tak wprost? Zwyczajnie? Po prosu? Co w głowie, to na języku? Przecież to nienaturalne, niezdrowe i nieoczywiste! Poza tym nie powinno się mówić wprost, bo… to nie wypada?

Moje długie obserwacje dowiodły, że Baby mają zakodowane genetycznie niemówienie wprost. Czemu? Nie mam zielonego pojęcia. To nie jest obelga, to fakt stwierdzony przeze mnie. To jak odruch bezwarunkowy nie panujemy nad tym. Powiedzenie o co nam chodzi wymaga gimnastyki językowej, metafor, odnośników, zawiłości, znaków, przykładów, podpowiedzi, a wszystko to i tak zwykle kończy się fiaskiem i gigantycznym wyczerpaniem, które poszło jak para w gwizdek, bo rozmówca i tak do końca nie zrozumiał o co kaman. W pewnym momencie i my same tego już nie wiemy.

Mówienie wprost – sztuka porównywalna z gimnastyką artystyczną, choć ja i tak myślałam, że w komunikacji idzie mi lepiej niż przeciętnej Babie. Jak bardzo się myliłam…

Mityczne „domyśl się” nie wzięło się znikąd. To efekt genetycznego defektu, który nie pozwala Babom mówić wprost tego, czego chcą i tego, co mają na myśli. Nie napiszę teraz, że Chłop (ale nie tylko) się nie domyśli nigdy, bo nie jest jasnowidzem. Z doświadczenia wiem, że facet może się domyślić i wychodzi mu to całkiem porządnie, jak się postara, albowiem sztuka domyślania się nie jest wiedzą tajemną i wielce skomplikowaną. Czemu jednak tego nie robią? Bo jest to zadanie nad wyraz wyczerpujące i, tak mówiąc między nami, bezsensowne. Dlatego lepiej powiedzieć, że się nie umie domyślać niż wciąż główkować i składać puzzle wydarzeń sprzed ostatnich dwóch tygodni.

Jednak nasza nieumiejętność w mówieniu wprost nie tylko jest męcząca dla otoczenia. To wyczerpuje przede wszystkim nas – Baby. Wyrażając się pokrętnie nie zostaniemy w pełni zrozumiane. Gdy tak się stanie, nie dostaniemy tego, czego chcemy, albo jak chcemy, albo gdzie chcemy. To frustrujące, gdy znów coś jest nie tak, gdy musimy się z tym mierzyć i przyjmować do siebie. Frustracja z kolei rodzi lawinę dziwnych teorii, np.: nie kocha mnie, nie słucha mnie, nie obchodzę go, znudziłam mu się, jestem mu obojętna, nie jest wystarczająco zaangażowany, nie ma między nami więzi, nie ma porozumienia, nic nie robi, za dużo robi, jest leniwy, jest nadaktywny, to chyba nie jest ten facet, to chyba nie taki związek, w ogóle wszystko jest nie tak. Tworzenie mitologii mamy opanowane do perfekcji. Jeszcze żeby to się skończyło na popołudniowych rozmyślaniach i tyle, ale to się nie kończy, to zostaje włożone do specjalnego kociołka, do której wciąż dokładamy nowe wydarzenia. Wszystko się kłębi, miesza, bulgocze, paruje i gotuje. Przy każdym nowym wydarzeniu bryzga nam po oczach z tego kociołka, a ogień pod nim staje się coraz większy. Chodzimy nabuzowane, wkurwione (nie bójmy się tego słowa), jedyne o czym jesteśmy w tanie myśleć, to:  on znowu tego nie zrobił, on znowu siedzi, znowu stoi, znowu nie wyniósł śmieci, znowu się spóźnił, znowu nie przyniósł mi kwiatka, znowu się nie zainteresował, znowu nie zrobił tego, o co proszę, znowu mnie nie słucha, znowu gdzieś ucieka, znowu, znowu, ZNOWU! I wtedy następuje erupcja, wielkie KABOOM! Kłótnia na tysiąc fajerek spowodowana najdrobniejszą głupotą świata. Wtedy się z nas wylewa, cała zawartość kociołka ląduje na głowie ofiary i już nie ma ratunku, nie ma zmiłuj. Zostajemy okrzyknięte histeryczkami i wariatkami, w ogóle nie da się z nami żyć i dogadać i zupełnie nie wiadomo o co nam właściwie chodzi. Potem jest niewiele lepiej, bo choć emocje z nas opadną, to czujemy się podle, bo cała zawartość kociołka tak się pomieszała, że ciężko jest konkretnie wyjaśnić o co nam, tak naprawdę chodziło. Gdy wszystko wróci do względnej normy i życie na powrót będzie się toczyło swym własnym rytmem, powiemy coś półgębkiem, użyjemy metafory, pokażemy bez słowa, zrobimy minę sugerującą i… I znowu nie otrzymamy tego, co chciałyśmy, znowu…

Postanowiłam więc, że zostanę prekursorem, zadziałam wbrew genetyce i powiem wprost, tak wprost-wprost i zupełnie normalnie o co mi właściwie chodzi, co bym chciała, jak ja coś widzę. Najpierw musiałam się zastanowić, co dokładnie chcę powiedzieć. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu okazało się, że przy mówieniu wprost wypowiadamy najwyżej trzy góra cztery konkretne zdania, nie trzeba się rozwodzić, tłumaczyć, używać metafor. Super, czyli oszczędność czasu i energii. Trudniejszym zadaniem było w ogóle powiedzenie czegokolwiek, albowiem mój organizm buntował się i walczył zaciekle. Wszystko we mnie krzyczało, że robię coś wbrew sobie i w ogóle nie powinnam otwierać buzi. Znalazłam więc sposób na swój organizm, by wiedział, co się dzieje i co zaraz się stanie, jak i na odbiorcę, aby i Chłop ogarniał co mówię i dlaczego nagle w takiej formie. Zanim coś powiedziałam, ogłaszałam czynność: „Uwaga, mówię wprost!” Forma nieco komiczna, ale spełniła swoje zadanie, bo po pierwsze ja już musiałam powiedzieć to, co chciałam, a po drugie miałam pełne skupienie i uwagę Chłopa. Co działo się dalej? Mówiłam spokojnie: „chciałabym to i to”, „uważam, że tak i tak”, „wydaje mi się, że powinniśmy podjąć takie i takie działania”, „nie podoba mi się, gdy”, „nie lubię jak dzieje się to i to”, itp. To, co działo się później przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Zostałam wysłuchana i ZROZUMIANA. Komunikat w swej prostej i konkretnej formie dotarł. A ja poczułam niebotyczną ulgę i lekkość, a wydaje mi się, że nie tylko ja to poczułam. Nagle w ciągu konkretnej półgodzinnej rozmowy wyjaśniliśmy sobie multum spaw, które dla mnie były obciążeniem, nagle wyjaśniły się rzeczy, z których on sobie sprawy nie zdawał, a ja przez nie dostawałam palpitacji i skurczy żołądka, nagle wyszło słońce, ptaki zaczęły śpiewać, a lekkość jaką poczułam wystrzeliła mnie spod grubej warstwy ziemi ponad korony drzew.

Moje „domyśl się” i „powinno się” wywaliłam do kosza, nie są już mi do niczego potrzebne. Jednak genetyka nie jest taka oporna, bo organizm bardzo szybko przyzwyczaił się do nowego dobrego. Wystarczyło zacząć, a reszta sama jakoś poszła. Mówienie wprost nauczyło mnie bardzo szybko odbierania komunikatów w moją stronę również wprost. Już nie snuję teorii, nie zastanawiam się nad poświęceniami, nad ustępstwami wbrew sobie, nad wyimaginowanymi powodami i wygórowanymi oczekiwaniami. Mówiąc wprost nikogo nie urażam i nie muszę się krygować. Dostarczam informacje i własne stanowisko czyli pozostawiam rozmówcę ze wszystkimi danymi i jasną sytuacją. Również sama przestałam szukać drugiego dna w komunikatach wystosowanych do mnie, przestałam brać do siebie to, czego nigdy do siebie brać nie powinnam, przestałam analizować i kombinować, a tworzenie mitologii pozostawiłam na napisanie jakiegoś dobrego, babskiego kryminału. Lekkość i wolność, które przez to zdobyłam są niesamowicie przyjemne i nie mam najmniejszego zamiaru z nich rezygnować.

Babo mów wprost! Bo tylko tak wreszcie dostaniesz to, co chcesz, a i Chłop przy okazji będzie Ci za to ogromnie wdzięczny.


купить сиалис 40

искривление носовой перегородки операция цена

viagra sans ordonnance rennes