Dania główne Gotowanie Przepisy

Siostry od kuchni polecają: Klopsiki z indyka z pieczarkami w sosie śmietanowo-koperkowym

Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
1 września 2017
Siostry od kuchni polecają: Klopsiki z indyka z pieczarkami w sosie śmietanowo-koperkowym
Fot. Siostry od kuchni – Siostry od kuchni polecają: Klopsiki z indyka z pieczarkami w sosie śmietanowo-koperkowym
 

Nie masz pomysłu na obiad? Zastanawiasz, co dziś ugotować i spędzić całego dnia w kuchni? Podpowiadamy! Klopsiki z indyka z pieczarkami w sosie śmietanowo-koperkowym są pyszne!

Klopsiki z indyka z pieczarkami w sosie śmietanowo-koperkowym – przepis

Czas przygotowania: 50 min

Z podanej porcji przygotujesz około 20 klopsów.

Składniki:

  • 500g mięsa mielonego z indyka
  • 6-7 świeżych pieczarek
  • 1 cała bułka (może być sucha)
  • 1 łyżka bułki tartej
  • 1 szklanka mleka
  • 2 łyżki siekanej pietruszki
  • 2 łyżki siekanego kopru
  • 1 duża cebula
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka papryki słodkiej
  • 2-3 łyżki śmietany 18% do sosów
  • 6 łyżek mąki
  • olej i masło do smażenia (najlepiej klarowane)
  • sól, pieprz

Dodatkowo składniki na wywar:

  • po 1 sztuce warzyw korzeniowych: marchew, pietruszka, mały seler
  • pól cebuli
  • ziele angielskie, liść laurowy (po 3 szt)
  • 1,5 litra zimnej wody

Klopsiki z indyka – przygotowanie:

  1. Do garnka wlewamy 1,25l zimnej wody wraz z obranymi, umytymi warzywami korzeniowymi (mogą być w całości lub przekrojone na połówki), zielem angielskim, liściem laurowym, połową cebuli i 1 łyżeczką soli. Po zagotowaniu zmniejszamy na średni ogień i gotujemy do czasu,  aż przygotujemy klopsiki.
  2. Do miseczki wkładamy bułkę i zalewamy zimnym mlekiem (mleko powinno całkowicie pokryć bułkę). Istotne jest, żeby bułka wchłonęła całe mleko żeby łatwo się rozpadała po dodaniu do mięsa.
  3. Połowę cebuli kroimy i szklimy na patelni na jednej łyżce masła aż do jej zmiękczenia. Jeżeli nie używasz masła klarowanego, dodaj trochę oleju, żeby uniknąć przypalenia cebuli – docelowo ma być miękka, ale nie usmażona.
  4. Pieczarki myjemy i kroimy w drobną kostkę, dodajemy do zeszklonej cebuli i dusimy przez kilka minut pod przykryciem. Następnie ściągamy pokrywę, doprawiamy 1 łyżeczką soli i smażymy całość aż do odparowania wody. Tak przygotowane pieczarki przekładamy na talerz i studzimy przez chwilę
  5. Do miski wbijamy jajko, dodajemy mięso, pietruszkę, paprykę słodką, po łyżeczce soli i pieprzu, odciśniętą z mleka bułkę, bułkę tartą i pieczarki z cebulą. Całość mieszamy ręką, a następnie formujemy klopsiki.
  6. Klopsy obsmażamy z każdej strony na patelni rozgrzanej z jedną łyżką masła i oleju.
  7. Z wywaru wyciągamy wszystkie warzywa korzeniowe wraz z zielem angielskim i listkiem laurowym, marchew kroimy w talarki, a resztę wyrzucamy lub utylizujemy w inny dowolny sposób (można zjeść 😉 ).
  8. Do wywaru dodajemy koper, 2-3 łyżki śmietany oraz mąkę rozmieszaną w 250 ml zimnej wody (najlepiej dodać przez sitko żeby uniknąć grudek). Mieszamy całość, a następnie dodajemy pokrojoną marchew, klopsy i gotujemy przez kolejne 10-15 minut na średnim ogniu. Na koniec doprawiamy sos solą i pieprzem według uznania. Jeżeli sos wydaje się zbyt rzadki, można zagęścić większą ilością mąki rozrobionej w wodzie.
Siostry od kuchni polecają: Klopsiki z indyka z pieczarkami w sosie śmietanowo-koperkowym

Fot. Siostry od kuchni / Siostry od kuchni polecają: Klopsiki z indyka z pieczarkami w sosie śmietanowo-koperkowym

Siostry od kuchni polecają: Klopsiki z indyka z pieczarkami w sosie śmietanowo-koperkowym

Siostry od kuchni polecają: Klopsiki z indyka z pieczarkami w sosie śmietanowo-koperkowym

Zajrzyjcie koniecznie na bloga  i śledźcie na bieżąco ich poczynania na 

18492427_10209141583683180_1950963320_n (1)


SIOSTRY OD KUCHNI, CZYLI

siostryKRZYSIA – na co dzień pracująca zawodowo, zabiegana mama dwójki dzieci. Mimo braku czasu odnajduje czas na swoją największą pasję, jaką jest gotowanie. Pewnie dlatego, że kocha dobre jedzenie. Zodiakalny Koziorożec, a więc konsekwentna w działaniach oraz bardzo ambitna i wnikliwa. Każde danie, które tworzy jest w 100% przemyślane, ale jej artystyczna wyobraźnia dokłada odrobiny szaleństwa i kulinarnej spontaniczności… Uwielbia kawę…ale tylko parzoną w kawiarce, a dobre ciacho to raj dla jej podniebienia. Lubi testować nowe przepisy i nie boi się eksperymentować.

EWKA – Można powiedzieć, że to człowiek orkiestra – znajdzie pasję w każdym zajęciu. Twardo stąpa po ziemi, mówiąc że nie ma rzeczy niemożliwych i z powodzeniem realizuje założone cele. W swojej pracy zajmuje się prowadzeniem projektów informatycznych, gdzie wykorzystuje i rozwija swoje menadżerskie zdolności. Uwielbia podróżować i odkrywać smaki lokalnych kuchni. Kocha kuchnię włoską i w tej dziedzinie chce się rozwijać, ale z sentymentem wraca rownież do polskich smaków znanych z dzieciństwa. Gotowanie i wypieki sprawiają jej ogromną przyjemność. Dzięki jej zdolnościom organizacyjnych każdy ruch w kuchni jest zawsze przemyślany, dzięki czemu przygotowanie dań trwa chwilę.


Dania główne Gotowanie Przepisy

Żyć nie umierać? Nauczanie to ostatnia rzecz, jaką się uprawia w szkole. Najważniejsze są papiery

Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
1 września 2017
Fot. iStock / alexeyrumyantsev
 

Znam Ilonę od kilku lat. Mieszkamy obok siebie. Ładna brunetka. Cienka jak niteczka. Długie, czarne, gęste włosy są jej wizytówką. Bardzo komunikatywna i zawsze uśmiechnięta. Wygląda młodo. Poznałam ją przy piaskownicy, gdzie nasze córeczki bawiły się razem. Wiadomo, najpierw temat kaszki, zupki, pieluszki. Potem coraz bliżej się poznawałyśmy. Szybciej wracała do pracy, bo macierzyński się jej kończył, a na wychowawczy z mężem nie mogli sobie pozwolić. Za mało zarabiała. Była nauczycielką. No tak. Też bym wróciła na jej miejscu. Kokosów nie zarabia, ale przecież pójdzie do pracy na trzy, cztery godzinki i wraca. Wykupi w żłobku pół abonamentu i po kłopocie.

Gdy z zaprzeczeniem kiwała głową i z uśmiechem jak zwykle serdecznym mówiła: „Kochana szkoła to obóz pracy. Zobaczysz”. Nie rozumiałam. Co ona wygaduje, pomyślałam. Uczy angielskiego, zrobią czytankę, trochę gramatyki, pogadają i po lekcji. Tak do godziny 12 i fajrant. Popołudniu może jeszcze korków udzielać, żeby podreperować budżet. Żyć nie umierać. Zdziwiłam się, gdy mówiła, że to stereotypy. Że dziś jest inaczej. Nauczanie to ostatnia rzecz, jaką się uprawia w szkole. Najważniejsze są papiery.

Wróciła. Córka do żłobka. Ona do pracy. I praktycznie od razu w parze z laptopem. Jakieś rozkłady, programy takie a takie, karty uczniów, orzeczenia, sprawozdania, protokoły rad. Dla uczniów testy diagnozujące, raporty z diagnoz, wnioski i ewaluacje. Spotkania z rodzicami i godziny dodatkowe. Co z tego, że już nieobowiązkowe. Za darmo zaplanowała trzy w tygodniu dla maturzystów, olimpijczyków i mających trudności. Miała wyrzuty sumienia, że i tak za mało. Już w pierwszym tygodniu września układała testy, sprawdziany, zestawy maturalne.

Dziś jest Internet i dużo książek, ksero, ma łatwiej niż poprzednie pokolenia. Starała się o dofinansowanie projektu międzynarodowego, chciała jechać z uczniami do Norwegii. Dyrekcja się ucieszyła, ale nie zrobiła nic. Tylko wymagała. Gdy Ilona zdobyła pieniądze nawet jej nikt nie podziękował. Jeszcze pretensje były że samolot za drogi, a kupiłaby szybciutko bilety, gdyby rodzice się zdeklarowali w terminie. Po powrocie okazało się, że dyrekcja zmniejszyła jej dodatek motywacyjny. Myślałam, że padnę jak się dowiedziałam, jakie to pieniądze. Pracuję w korporacji. Zarabiam nieźle. Premie zaczynają się od liczby czterocyfrowej. A jej dali obniżkę ze 100 zł brutto na 70. Poryczała się. Nie z powodu pieniędzy, bo kwota śmieszna, ale o brak docenienia tego, bo by wyjechać, musiała mocno logistycznie się nakombinować. Mi by się nie chciało. W firmie mam mnóstwo obowiązków, wykonuję je na czas i profesjonalnie, ale dostaję za to satysfakcjonujące wynagrodzenie.

Ilona wieczorem z reguły nie ma czasu na plotki, siłownię, masaż. Zawsze czymś zajęta. Czymś z pracy. Kiedyś po coś wpadłam i mnie wciągnęła, bym zobaczyła jaki śmieszny filmik na Youtube znalazła. Myślałam, że szuka dla rozrywki, a ona szukała dla uczniów, by lekcja była bardziej interesująca. Obejrzała go z 10 razy, zapisując wszystkie frazy. Zrobiła już ćwiczenia do tego i chciała opracować jakiś ustny zestaw maturalny na podstawie filmiku. Dla innej grupy chciała jeszcze opracować piosenkę Beyonce.

Pytam się, po co to robi. A ona, żeby zajęcia uatrakcyjnić, bo młodzież znudzona i wymagająca. Poza tym wykorzysta to jeszcze, a i lekcja będzie fajniejsza. „Ja lubię uczyć, serio. Lubię widzieć ich postęp, jak się językowo otwierają. Jak widzę, ile umieją na maturze, choć w pierwszej klasie nie chcieli nic mówić po angielsku.” Rozejrzałam się, na biurku posortowane materiały. Tu 1a, 2c, 3b itp. I tak prawie codziennie.

Bywają lżejsze dni, ale z reguły każdy wieczór wygląda podobnie. Zawsze z pasją coś przygotowuje. Fragment filmu, grę, reakcje językowe, prezentacje. To dla uczniów. Dla szkoły zaś dokumenty. Pokazała mi teczkę z wyjazdu do Norwegii. Pokaźny segregator, wszystko podzielone, poukładane, opisane.

Regulaminy, zgony rodziców, plany, ksera dokumentów, sprawozdania, harmonogramy. Takie segregatory u mnie w firmie mamy na zakończenie sporego projektu. Wiem, ile pracy to kosztuje. Wiem też, ile zarabiam, a ile Ilona. Ona w pracy jest tak naprawdę cały czas. Nawet robiąc zakupy w Biedronce, obserwowana przez uczniów lub rodziców, jest nauczycielem. Takich produktów jak podpaski, wino, wódka na osiedlu nie kupuje. Zawsze spotka podopiecznych, a ci patrzą co ma w koszyku. Mimo to pracy zmienić nie chce. Wpływ na młodych ludzi daje jej satysfakcję. Uczy się od nich, ma z nimi świetny kontakt. Uwielbiają ją.

W pokoju ma na ścianie laurki od dorosłych już uczniów, wierszyki, kilka zdjęć z wycieczek. Mówi, że woli je od kwiatów. Cieszy się, gdy absolwenci odwiedzają stare mury Alma Mater, gdy ją pamiętają, dziękują za odpytywanie, bo dziś pracują w firmach, gdzie bez angielskiego ani rusz. Ilona ma pasję i powołanie. Miewa chwile zwątpienia. Boli ją chłód dyrekcji, czasami nierealne wymagania rodziców, chamskie odzywki uczniów, bo takie też mają miejsce. Idealnie nie jest. Jednak jestem pewna, że ona ma powołanie. Dzięki Ilonie zmieniłam zdanie o nauczycielach. Społeczeństwo nazywa ich złośliwie darmozjadami i nierobami. Pomstuje za wolne wakacje czy ferie zimowe.

Ja, obserwując Ilonę (a ta twierdzi, że wcale wyjątkiem nie jest) widzę mądrą dziewczynę, która ciągle się dokształca i poważnie traktuje swoje obowiązki. Porażki uczniów traktuje jak własne, a zwycięstwa przypisuje ich ciężkiej pracy. Jest świadoma jaki wpływ może mieć na życie ucznia, toteż z rozwagą dobiera słowa. Nigdy nikogo nie obraziła, a jeśli zdarzyło się jej podnieść głos o dwa tony to jestem pewna, że przeprosiła. Uważa bowiem, że należy młodzieży samemu dać przykład jak trzeba się zachowywać. Dopiero potem wymagać. Wiem, że uczniowie czasem się jej zwierzają. Szczegółów nie znam. Nie mówi. Domyślać się mogę, że chodzi pewnie o pierwszą miłość, zagrożenie jedynką, problemy w domu. Takie problemy mieliśmy przecież i my.

Ilona jest punktualna i słowna. Bardzo szybka i energiczna. Mówi dużo i głośno. Gestykuluje. Nie każdy ją przez to może lubić. Ja oceniam ją jako pozytywną wariatkę. Żałuję, że nie miałam takiej nauczycielki. Kiedyś jej powiedziałam, że w tej szkole się marnuje. Że powinna iść do dużej firmy. Pracy dużo, ale przynajmniej pieniądze adekwatne do wysiłku i perspektywy. Zapytała mnie, a kogo bym chciała, by uczył moją córkę. Jakiś niespełniony przypadkowy człowiek, który w szkole pracuje za karę, jest sfrustrowany zarobkami i nie znosi młodzieży? Odpowiedź znała. Wiem, że takich Ilon jest więcej. I mam nadzieję, że kiedyś moje dziecko na taką trafi. Nie idealną, bo takich nie ma, ale na taką, która lubi uczyć i jej się po prostu chce.

autorka: Poli-Ann


Dania główne Gotowanie Przepisy

Za chwilę sprawią, że zawali się czyjś świat. Ale to ich nie obchodzi, chcą tylko nareszcie być ze sobą „naprawdę”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 września 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic

To wcale nie miał być żaden romans, to nie miała być nawet przyjaźń. Oboje w z związkach, dzieciaci, „urządzeni życiowo”. Szczęśliwi? Może nie tak, kiedy szczęście sprawia, że chce ci się latać. Po prostu nie oczekiwali chyba nigdy od życia „za dużo”.  Jak to możliwe, że przez blisko 19 lat udawało im się przetrwać, że z siebie nie zrezygnowali? Przecież wszystko przemawiało przeciwko nim. A teraz, już za moment zaczną być ze sobą „naprawdę”. I dwa światy  – świat męża Moniki i żony Maćka –  zawalą się. Czy naprawdę warto?

Monika pamięta taką historię: jest Wigilia, mija nieco ponad rok od ich pierwszego spotkania. Ona siedzi przy świątecznym stole, dzieci – trzyletnie bliźnięta – cieszą się niemożliwe z prezentów gwiazdkowych. Nieznośny zgiełk, tłum. Wokół sami bliscy, mąż kładzie jej rękę na ramieniu, a jej robi się słabo, niedobrze. Nie rozpoznaje już nawet swoich emocji. Chce uciekać, zamknąć się gdzieś, zniknąć… Być daleko, jak najdalej. Nie czuć jak mocno brakuje jej Maćka, jak bardzo powinna być teraz z nim. Zamyka się w toalecie, wszyscy myślą, że jej coś zaszkodziło, a ona wtyka sobie pieść do ust, żeby nikt nie usłyszał, jak płacze. Po dwudziestu minutach poprawia makijaż, oddycha, głęboko i siada obok męża. Jak przez mgłę widzi dzieci, teściów, światła… Wie, że takie będzie teraz jej życie: podzielone między obowiązkiem, a uczuciem.

Maciek nigdy nie zapomni wieczoru, kiedy wrócił z pierwszego wyjazdu z Moniką. Jeszcze czuł na swoim ciele jej dłonie, jeszcze czuł jej zapach – mocno intensywnie. Zaledwie kilka godzin temu kochali się w wynajętym pokoju hotelowym. Teraz jest z powrotem w domu, w innej rzeczywistości. Stęskniona żona wita go w drzwiach sypialni. Całuje – długo, mocno. Chce mu się wyć, ucieka, tłumaczy, że jest wykończony negocjacjami z klientem, podróżą. Od tej pory będzie uciekał przed tą bliskością jak najczęściej.

A ona? Kocha go, przystanie na to. Zadowoli się tym, co Maciek zechce jej dać. Bo przecież to naprawdę dobry mąż, wspaniały człowiek – życzliwy, pomocny, świetny ojciec. Skarb.

Spotkali się w najbardziej banalnych okolicznościach, wcale nie było romantycznie. Monika jest księgową, Maćkowi polecił ją wspólny znajomy. Zadzwonił, umówił się, że przywiezie dokumenty, przyjechał pod wskazany adres, wtedy jeszcze do jej domu, bo pierwsze biuro Monika urządziła sobie w garażu. Zobaczył ją, a właściwie najpierw usłyszał jej „dzień dobry”. Ten uśmiech naprawdę skradł jego serce. On, racjonalny, rozsądny. Mądry. Zakochał się w tej jednej sekundzie. Poczuł, że „to jest to”.

Monika? Pomyślała, że Maciek wygląda, jak jej ulubiony bohater z książek, które czytała w liceum. Że ma taki fajny, „chłopacki” urok. I, że nie powinna tak o nim myśleć. Zrobiła kawę, pamięta, że nigdy wcześniej nikt nie sprawił, że tak drżały jej ręce. A on przecież tylko patrzył… Zaczęli do siebie dzwonić, pod byle pretekstem, szukać siebie… Od początku wiedzieli, czuli, nie oszukiwali się.

Pocałował ją przy piątym spotkaniu, kiedy piętro wyżej jej mama zajmowała się jej dwuletnimi dziećmi – Kacprem i Basią. Monika zamknęła biuro, pobiegła do nich, nieprzytomna, rozedrgana. Inna. Są takie momenty, w których każdy otwiera swoją księgę i zaczyna w niej czytać. Poczuła, że to ten moment.

Maciek nigdy nie zdejmował obrączki i ona też zawsze nosiła swoją. Jakoś przywykli do nich, jak do biżuterii. Nie zdejmowali ich nawet wtedy, gdy szli razem do łóżka. Tak jakby nie miały żadnego znaczenia.

Dylematy? Były na samym początku, zaraz po tym pierwszym pocałunku. Bo wiadomo było, że na tym jednym pocałunku się nie skończy. Rozmawiali, przez telefon, w parku, pisali listy. Postanowili czekać zobaczyć, co będzie dalej. Nie dać po sobie poznać, bo przecież dzieci, mąż, żona… Małżeństwo. Zaufanie. Zawód. Cierpienie.

Czekają tak prawie 19 lat.  Kilka razy udało im się razem wyjechać. Prowadzą podwójne życia, urywają sobie po kawałku szczęścia, jak kawałki waty cukrowej. Oszukują swoich bliskich. Ale postanowili, że tak jest najlepiej. Parę razy próbowali ze sobą zerwać. Ona odchodziła od niego z płaczem, nieszczęśliwa, przestraszona, winna. I wracali do siebie jeszcze bardziej kochając, jeszcze mocniej pragnąc być razem.

Mąż Moniki nigdy jej nie podejrzewał o romans. Ufał i, szczerze mówiąc zbyt był zajęty pracą zawodową, by zauważyć, że jego żona oddaliła się od niego emocjonalnie. Zresztą ona bezpiecznie skupiła się na dzieciach, starając się być jeszcze lepszą matką, jakby chciała w ten sposób „odkupić” swoje winy.

Żona Maćka, choć z natury zazdrosna i nieufna, wierzyła, że mąż nie jest w wstanie jej zdradzić.

Czas płynął. Zestarzeli się, spoważnieli. Dzieci dorosły. Uznali więc, że przyszła pora powiedzieć prawdę. Że męczyli się wystarczająco długo, że obowiązek wobec rodziny został spełniony.

Czy nie boją się, że kiedy zamieszkają razem, dotknie ich proza życia? Że może zainwestowali swoje emocje, uczucia, energię w coś, co jest marzeniem, mrzonką, ich wyidealizowanym spojrzeniem na siebie i ich związek? Że może, gdyby zawrócili z tej drogi na samym początku, to takie samo szczęście dałoby się zbudować w ich małżeństwach?

Ona

Obejrzała „Co się wydarzyło w Madison County” – film o miłości niespełnionej. Pomyślała, że tak nie chce, że nie potrafi zrezygnować ze szczęścia. Że to Maciek jest miłością jej życia.

On

Monika jest jego ideałem kobiety. Żona to bardziej kumpela, do bólu racjonalna, ironiczna. Był pewien, że to mu się podoba, że go to pociąga. Dopóki nie poznał Moniki. Wierzy, że to wszystko, co się wydarzyło miało się dokładnie tak wydarzyć.

Jutro on powie swojej żonie, za tydzień ona powie swojemu mężowi. Czyjeś życie zostanie złamane. Bo jak powiedzieć komuś: „Wiesz, przez 19 lat kochałem kogoś innego, więc teraz odchodzę”?  Maciek ma jeszcze jedną myśl. Że tak właściwie zabrał swojej żonie najlepsze lata jej życia. Że on miał i ma „kogoś”, a ona zostanie teraz sama. I może już nigdy nikogo nie pokocha. Ale to go nie powstrzyma.


Zobacz także

Najlepsza na upał – własnoręcznie przygotowana lemoniada!

Truskawki kalorie, truskawki kcal

Ile kalorii ma szklanka truskawek, a ile garść? Czy naprawdę warto się nimi zajadać?

Różowe wino Łzy jednorożca

Różowe wino Łzy jednorożca. Na pewno nie będziecie przy nim płakać, jest urocze 🦄